Psie i ludzkie porządki społeczne

Wracałem przedwczoraj z wieczornego spaceru z moją psicą, cicho, spokojnie, bezludnie, rajski zakątek przy osiedlowym odkrytym basenie, psica bez smyczy, gdy nagle…

!!! Jazgot, hrrrr, wrrr, żżży! Psica znienacka w wirze walki z inną – skąd się tu nagle wzięła?? – psicą, sąsiadką, podczas gdy jej właścicielka – podobnie uspokojona cichym wieczorem jak i ja – stoi obok jak wryta.

Rozdzieliłem psice własnoręcznie.

Wyniosłem z tego nadszarpnięte oba nadgarstki. Nic poważnego, trochę zdarta skóra. Która psica źle trafiła zębem? Podejrzewam, że obie. Każda w tę rękę, która ją akurat odrywała od „wrogini”.

Takie to psie porządki.

Właścicielka „wrogini” – gdy jej pupilka znalazła się już bezpiecznie w jej objęciach – natychmiast oprzytomniała.

– Został pan ugryziony?

– Tak.

Usiedliśmy na wiklinowych krzesełkach koło basenu i obejrzeliśmy otarcia.

– Zadzwonię do znajomej pielęgniarki. Ośrodek szczepień przeciw wściekliźnie chyba się niedawno przeniósł do innego szpitala, będzie wiedziała dokąd.

– Dziękuję.

Dzwoni, ośrodek jeszcze nie przeniesiony, dopiero za kilka dni.

– Zawiozę pana.

Wymieniamy się adresami i numerami telefonów. Jedziemy windą każde na swoje piętro – mieszkamy w tym samym bloku.

Odkręcam kran z zimną wodą i gdy myję nadgarstki przepisowe 15 minut, sąsiadka przynosi mi jeszcze na wszelki wypadek antybakteryjne mydło.

– Za chwilę wrócę.

Wraca, jedziemy we trójkę (z moją lepszą połówką) taksówką didi na drugi koniec miasta. Sąsiadka płaci za kurs – tam i z powrotem.

Dostaję dwa zastrzyki – po jednym na każde ramię, siedzimy pól godziny, żeby lekarz mógł sprawdzić, czy są jakieś nieporządane reakcje. Wszystko ok.

Przychodzi do płacenia za zastrzyki. Moja połówka zagaja:

– Kto płaci, my czy pani?

– Obie psice walczyły, nie wiem, która gryzła, najprawdopodobniej obie – mówię. – Zapłacimy po połowie.

– Ale to ciebie pogryzły, ty jesteś poszkodowany!

– Spuściłam swoją ze smyczy, nie było żadnych ludzi dookoła… Nie powinnam była jej spuszczać… – mówi sąsiadka.

– Ja swoją też spuściłem. Płacimy po połowie.

Wracamy do domów, przepraszając się nawzajem za całe to psie zajście.

Ludzkie porządki.

Na marginesie, na weterynaryjne książeczki szczepień zarówno mojej psicy, jak i psicy „wrogini” lekarz nawet nie chciał spojrzeć. (Obie mają szczepienia w całkowitym porządku).

– Psy były czy nie były szczepione, panu zastrzyki i tak trzeba zrobić.

Tak, wiem, jestem w Chinach nie od dziś. Są tu też tacy janusze biznesu, którzy nawet szczepionki dla psów potrafią wyprodukować z wody czy innego placebo. Była taka afera na początku tego roku (choć nie w mojej prowincji). Więc Chińczycy na zimne dmuchają i przy każdym zadrapaniu przez zwierzaka, a nawet i bez zadrapania, biegną na zastrzyki. To tu oczywisty i automatyczny sposób postępowania przy tego typu sytuacjach, którego nikt nie kwestionuje.

Na kolejne dwa zastrzyki – już wspólnie opłacone – pojadę sam. Sąsiadka zadbała o dowiedzenie się, jaki jest nowy adres ośrodka szczepień.

Co chcę podkreślić tym postem: w Chinach krzywdy się kompensuje. Także w dużo poważniejszych przypadkach. Sprawca płaci za leczenie szpitalne poszkodowanego (np. potrąconego pieszego) itp. Nawet policja zwykle najpierw proponuje obu stronom polubowne załatwienie sprawy – poprzez kompensację finansową.

Kiedyś jeszcze wrócę do tego tematu i opiszę kilka sytuacji, których byłem świadkiem.

W każdym razie „odkupienie winy” ma tu postać bardzo konkretną i praktyczną. Pieniądze na leczenie są poszkodowanemu bardziej przydatne niż gołe „poczucie winy” sprawcy.

1 thought on “Psie i ludzkie porządki społeczne

  1. baixiaotai

    No chyba, że – w 9 przypadkach na 10 – trafi się na buraka, który nie rekompensuje. Albo który uważa, że jak potrąci SUVem człowieka na skuterze tak, że ten człowiek przeleci pół ulicy, to uważa, że rekompensata typu 1000 yuanów jest absolutnie wystarczająca, mimo, że potrącił dlatego, że przegapił czerwone światło. A ponieważ kuzyn jest policjantem, to policjant twierdzi, że właściwie to była wina tego na skuterze i on też powinien ponieść konsekwencje finansowe za stłuczenie swoim skuterem reflektora w tym SUVie. To też z życia. Konkretnie: z życia mojego męża, który przez rok miał problemy ze ścięgnem achillesa i potłuczonymi żebrami po tym wypadku. Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby ktoś, kto mnie w Chinach ukrzywdził, w jakikolwiek sposób starał mi się to zrekompensować. Nawet zwykłym „przepraszam”.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *