Kolejny rok w Chinach http://rokwchinach.net W Państwie Środka od 2004 r. Sun, 22 Sep 2019 17:29:14 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.2.4 Niemiecki w trzy miesiące – update http://rokwchinach.net/niemiecki-w-trzy-miesiace-update/ http://rokwchinach.net/niemiecki-w-trzy-miesiace-update/#respond Sun, 22 Sep 2019 16:25:19 +0000 http://rokwchinach.net/?p=1903 Niewątpliwie interesuje Was, jak się potoczył mój „niemiecki eksperyment”? Krótko i zwięźle: potoczył się z Giewontu aż do samego dna Bałtyku, to znaczy – upadek sięgnął dna. Innymi słowy: całkowita klęska. Eksperyment trwał – o la la! – tydzień. Po tygodniu moje główne źródło treści inputu oraz główne źródło motywacji – tj. witryna zdf.de – […]

Artykuł Niemiecki w trzy miesiące – update pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
Niewątpliwie interesuje Was, jak się potoczył mój „niemiecki eksperyment”?

Krótko i zwięźle: potoczył się z Giewontu aż do samego dna Bałtyku, to znaczy – upadek sięgnął dna. Innymi słowy: całkowita klęska.

Eksperyment trwał – o la la! – tydzień. Po tygodniu moje główne źródło treści inputu oraz główne źródło motywacji – tj. witryna zdf.de – padła, a w każdym razie umieszczone na niej filmy itp. materiały przestały być dostępne poza Niemcami; szukałem czegoś na zamianę, strony z dużą ilością filmów do wyboru, nie znalazłem nic satysfakcjonującego i eksperyment spalił na panewce.

Większość pozostałych elementów mego zamierzonego planu samo-nauczania są same w sobie na tyle suche, że popodrygiwałem jeszcze trochę czytając niemieckojęzyczne artykuły w internecie, po czym podrygom też nadszedł kres.

Ze wszystkiego można (i warto) wyciągać wnioski.

Z eksperymentu z językiem niemieckim wyciągam dwa:

  1. obfitość interesującego materiału mówionego jest – przynajmniej w moim przypadku – kluczowa dla powodzenia przedsięwzięcia,
  2. moja wewnętrzna motywacja do nauki niemieckiego nie była na tyle silna, bym „zaparł się” i uparł, i wszelkimi sposobami starał się dopiąć swego; de facto do eksperymentu wybrałem wtedy niemiecki akurat dlatego, że miałem dostęp do filmów, które wyglądały na wciągające; nie było motywacji do niemieckiego jako takiego; dlatego gdy filmy przestały być dostępne, straciłem też i motywację.

Filmy są dla nowicjusza zdecydowanie łatwiejsze i przez to bardziej interesujące niż audiobooki.

Słownictwo jeszcze bardzo mizerne, ale film to nie tylko słowa, to także obraz – wiele można domyślić się z kontekstu, ruchu, mimiki.

W przypadku rosyjskiego (gdzie nowicjuszem nie jestem) – mimo że nie mam dostępu do obfitości filmów, mam za to dużo audiobooków w tym języku i na tym poziomie nie muszę mieć „podpórek” w postaci obrazu, by rozumieć, o czym mowa – od dwóch już ponad lat codziennie słucham książek na interesujące mnie tematy. Nie bruździ tu żadna kwestia „motywacji”, rzecz dzieje się automatycznie… powrót z pracy, sprawy domowe, w końcu wszystko, co w danym dniu miałem do zrobienia, jest już zrobione, i nadchodzi „pora na audiobookora” (dla młodzieży – proszę poguglać „Pora na Telesfora”), czyli pora na relaks przy (najczęściej) rosyjskojęzycznej audioksiążce. A moje słownictwo rośnie sobie „samo”, po cichutku i niepostrzeżenie…

Audioksiążki w nauce języków obcych to od paru lat mój konik, zdecydowanie. Bezbolesna i przyjemna metoda łapania dwóch srok za jeden ogon (sam język plus ciekawa treść).

Każdy człowiek jest jednak nieco inaczej „zbudowany”; np. moja „siostrzyczka” Gosia Wilczek (tu jest jej blog, taki podróżniczy, nie językowy), którą próbowałem przekonać do audiobooków po angielsku, niemal zasnęła na sam dźwięk słowa „audiobook”…, bo audiobooki ją po prostu najnormalniej w świecie usypiają! Szok, ale wierzę jej na słowo 😉.

Artykuł Niemiecki w trzy miesiące – update pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
http://rokwchinach.net/niemiecki-w-trzy-miesiace-update/feed/ 0
Niemiecki w trzy miesiące: start! http://rokwchinach.net/niemiecki-w-trzy-miesiace-start/ http://rokwchinach.net/niemiecki-w-trzy-miesiace-start/#respond Fri, 18 Jan 2019 13:00:41 +0000 http://rokwchinach.net/?p=1854 Przez najbliższe trzy miesiące chcę podciągnąć swój (minimalny) niemiecki. Wstępny plan wygląda następująco: Anki: 2000 najczęściej używanych słów (2000 słów / 90 dni = 23 nowe słowa dziennie). Słuchanie audiobooków / oglądanie filmów i seriali telewizyjnych online (np. na stronie zdf.de). Osiem „złotych zdań”: hackowanie gramatyki (pod postem). Tygodniowy grafik: od poniedziałku do piątku: 2 godziny […]

Artykuł Niemiecki w trzy miesiące: start! pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
Przez najbliższe trzy miesiące chcę podciągnąć swój (minimalny) niemiecki.

Wstępny plan wygląda następująco:

  1. Anki: 2000 najczęściej używanych słów (2000 słów / 90 dni = 23 nowe słowa dziennie).
  2. Słuchanie audiobooków / oglądanie filmów i seriali telewizyjnych online (np. na stronie zdf.de).
  3. Osiem „złotych zdań”: hackowanie gramatyki (pod postem).
  4. Tygodniowy grafik:
    • od poniedziałku do piątku: 2 godziny dziennie,
    • weekendy: 5 godzin dziennie.
  5. Co tydzień – raport tu na blogu.
  6. Eksperyment rozpocząć i zakończyć:
    • tym samym testem,
    • na koniec może video / audio, gdzie mówię po niemiecku.
  7. Cotygodniowe konwersacje z nativem / niemal nativem (Skype).
  8. Jak absolutne minimum przy kompletnym braku czasu – codzienna lektura interesującego artykułu z internetu.

Plan nie jest sztywny i będę go zapewne modyfikować.

Moim największym wrogiem jest utrata motywacji / nuda, dlatego najważniejsza będzie pasja. Jeśli będzie to oznaczać, że np. Anki pójdzie w kąt, to znaczy, że na dany moment tam jego miejsce.

Wierzę w „input first”, czyli najpierw dużo słuchania i czytania (absorbowania melodii języka, słów, struktur). Output oczywiście też jest ważny, ale input najpierw.

Oto wyniki testu wstępnego:

Szczerze mówiąc, zaskakująco dobrze mi poszło, powinienem zacząć grać w totolotka, bo najwyraźniej mam szczęśliwą rękę przy wybieraniu „na chybił-trafił”. Odpowiedzi na początkowe 2-3 pytania testu były jeszcze jako tako świadome, reszta – szczęśliwy traf (w akurat tym teście nie ma opcji „nie wiem”).

Osiem „złotych zdań”:

Jabłko jest czerwone. The apple is red.
To jabłko Ottona. It’s Otto’s apple.
Daję Ottonowi jabłko. I give Otto the apple.
Dajemy mu jabłko. We give him the apple.
On daje to Ottonowi. He gives it to Otto.
Ona daje to jemu. She gives it to him.
Muszę mu to dać. I have to give it to him.
Chcę jej to dać. I want to give it to her.

GERMAN automatic translation:

Der Apfel ist rot.
Es ist Ottos Apfel.
Ich gebe Otto den Apfel.
Wir geben ihm den Apfel.
Er gibt es Otto.
Sie gibt es ihm.
Ich muss es ihm geben.
Ich will es ihr geben.

Artykuł Niemiecki w trzy miesiące: start! pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
http://rokwchinach.net/niemiecki-w-trzy-miesiace-start/feed/ 0
Li Bai, Myśli cichą nocą http://rokwchinach.net/li-bai-mysli-cicha-noca/ http://rokwchinach.net/li-bai-mysli-cicha-noca/#respond Sat, 01 Dec 2018 19:05:13 +0000 http://rokwchinach.net/?p=1836 Li Bai Myśli cichą nocą Czy to szron rozgościł się na podłodze przy moim łóżku? Podnoszę wzrok – ach nie, to tylko poblask księżyca. Moja głowa opada… dom rodzinny tak daleko. (tłum. własne) 李白 静夜思 床 前 明 月 光 疑 是 地 上 霜 举 头 望 明 月 低 头 思 故 乡 […]

Artykuł Li Bai, Myśli cichą nocą pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
Li Bai
Myśli cichą nocą

Czy to szron rozgościł się
na podłodze przy moim łóżku?
Podnoszę wzrok –
ach nie, to tylko poblask księżyca.
Moja głowa opada… dom rodzinny tak daleko.

(tłum. własne)

李白
静夜思

床 前 明 月 光
疑 是 地 上 霜
举 头 望 明 月
低 头 思 故 乡

Najlepsze życzenia z okazji Święta Środka Jesieni!

(30.09.2012)

Artykuł Li Bai, Myśli cichą nocą pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
http://rokwchinach.net/li-bai-mysli-cicha-noca/feed/ 0
Święto Środka Jesieni (中秋节). Cz. 2 – Gra bobing (博饼) http://rokwchinach.net/swieto-srodka-jesieni-%e4%b8%ad%e7%a7%8b%e8%8a%82-cz-2-gra-bobing-%e5%8d%9a%e9%a5%bc/ http://rokwchinach.net/swieto-srodka-jesieni-%e4%b8%ad%e7%a7%8b%e8%8a%82-cz-2-gra-bobing-%e5%8d%9a%e9%a5%bc/#respond Sat, 01 Dec 2018 19:03:04 +0000 http://rokwchinach.net/?p=1824 Zbliża się Święto Środka Jesieni, myślę więc, że warto poświęcić mu kilka postów. Zaczynam od części drugiej – takie mam natchnienie 🙂 – w części pierwszej napiszę o legendach związanych z tym świętem, a w części trzeciej… zobaczymy :D. *** O grze bobing (博饼) pisałem dwa lata temu (jak ten czas leci!); oto link do […]

Artykuł Święto Środka Jesieni (中秋节). Cz. 2 – Gra bobing (博饼) pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
Zbliża się Święto Środka Jesieni, myślę więc, że warto poświęcić mu kilka postów. Zaczynam od części drugiej – takie mam natchnienie 🙂 – w części pierwszej napiszę o legendach związanych z tym świętem, a w części trzeciej… zobaczymy :D.

***

O grze bobing (博饼) pisałem dwa lata temu (jak ten czas leci!); oto link do posta: Dzień Księżyca i 2 kilo proszku do prania. Dziś chcę napisać nieco więcej.

Gra jest bardzo popularna w południowej części prowincji Fujian, zwanej po chińsku Minnan (闽南). Jedynym okresem w roku, kiedy się w nią gra, jest Święto Środka Jesieni. Tradycyjne chińskie święta obchodzi się według kalendarza księżycowego, daty są więc ruchome. W tym roku Święto obchodzimy 30 września, ale towarzyszące mu uroczystości i gry trwają nawet miesiąc (od połowy września do połowy października). W każdym większym sklepie i w wielu innych miejscach (np. w naszej szkole :)) można zobaczyć ceramiczną miskę i 6 kostek – czyli akcesoria do gry w bobing, można również zagrać i… wygrać :).

Gra jest bardzo prosta: należy rzucić kostkami (w misce) i przy odrobinie szczęścia – tj. przy odpowiednich układach oczek – wygrać. Wygrywających układów jest sporo (i nie są już takie proste :)). Ich nazwy odnoszą się bezpośrednio do hierarchii urzędników-uczonych w dawnych Chinach.

Dygresja historyczna. Począwszy od czasów dynastii Han (206 p.n.e.–220 n.e.) kandydaci na urzędników musieli zdać odpowiednie egzaminy – takie początki merytokracji :). Od czasów dynastii Sui (VI/VII w.) aż do 1905 r. istniał w Chinach centralny kilkustopniowy system egzaminów urzędniczych. Najpierw zdawało się egzamin powiatowy, potem prowincjonalny, następnie państwowy i na koniec pałacowy.

Po zdaniu egzaminu powiatowego otrzymywało się tytuł shēngyuán (生员) lub inaczej xiùcái (秀才), prownicjonalnego – jǔrén (举人), państwowego – gòngshì (贡士), pałacowego – jìnshì (进士).

(Cele egzaminacyjne w Nankinie, źródło fot.: http://www.chinadaily.com.cn/culture/2014-08/13/content_18294418_5.htm).

(Egzamin za czasów dynastii Song, źródło fot.: http://zh.wikipedia.org/wiki/%E7%A7%91%E4%B8%BE).

Kandydaci, którzy zdali egzamin pałacowy (jìnshì (进士), klasyfikowani byli zgodnie z uzyskanymi przez siebie wynikami w następujących grupach:

1. jìnshì jídì (进士及第) – najwyższy poziom, w tym:

a) zhuàngyuán (状元) – pierwsze miejsce,

b) băngyăn (榜眼) – drugie miejsce,

c) tànhuā (探花) – trzecie miejsce,

2. jìnshì chūshēn (进士出身) – drugi poziom,

3. tóng jìnshì chūshēn (同进士出身) – trzeci poziom.

 

Części z tych tytułów używa się – jak wspomniałem – w grze bobing.

Oto wygrywające układy oczek – w rzędach od najwyższej do najniższej wygranej (z góry na dół):

Dlaczego w bobing gra się akurat w prowincji Fujian i dlaczego tylko podczas Święta Środka Jesieni?

Ta tradycja ma już ponad 300 lat. Jej początki sięgają czasów generała Zheng Chenggong (na Zachodzie zwanego też Koxinga lub Coxinga), który – jako zwolennik dynastii Ming – starał się przyrócić jej panowanie po ustanowieniu przez Mandżurów dynastii Qing. Spychany przez siły mandżurskie, ostatecznie zajął Tajwan (który był wówczas holenderską kolonią). Przed zaatakowaniem Tajwanu jego armia stacjonowała w Xiamenie. Wraz z nadejściem Święta Środka Jesieni – kiedy to myśli się o bliskich – żołnierze zaczęli tracić ducha; aby pomóc im zapomnieć o bolesnej tęsknocie za domem i rodziną, Zheng Chenggong wymyślił bobing. Gra przyjęła się szybko także wśród zwykłych mieszkańców Xiamenu i okolic.

Pierwotnie grano wyłącznie o – tradycyjnie spożywane w czasie Świąt Środka Jesieni – księżycowe ciasteczka (月饼). Obecnie pula nagród znacznie się rozszerzyła i zależy wyłącznie od organizatora. Mogą to być towary produkowane lub sprzedawane przez firmę-organizatora, sprzęt gospodarstwa domowego, pieniądze itd.

(Księżycowe ciasteczko, źródło fot.: http://en.wikipedia.org/wiki/Mooncake).

(24.09.2012)

Artykuł Święto Środka Jesieni (中秋节). Cz. 2 – Gra bobing (博饼) pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
http://rokwchinach.net/swieto-srodka-jesieni-%e4%b8%ad%e7%a7%8b%e8%8a%82-cz-2-gra-bobing-%e5%8d%9a%e9%a5%bc/feed/ 0
Dzień Nauczyciela w Chinach http://rokwchinach.net/dzien-nauczyciela-w-chinach/ http://rokwchinach.net/dzien-nauczyciela-w-chinach/#respond Sat, 01 Dec 2018 18:40:33 +0000 http://rokwchinach.net/?p=1827 W Chinach Ludowych Dzień Nauczyciela obchodzony jest 10 września, na Tajwanie – w rocznicę urodzin Konfucjusza, tj. 28 września. Wczoraj zatem świętowaliśmy. Data 10 września nie nawiązuje do żadnego szczególnego wydarzenia: po prostu uznano, że tuż po rozpoczęciu roku szkolnego uczniowie są jeszcze pełni entuzjazmu… 🙂 Profesja nauczycielska jeszcze kilkadziesiąt lat temu była w Chinach […]

Artykuł Dzień Nauczyciela w Chinach pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>

W Chinach Ludowych Dzień Nauczyciela obchodzony jest 10 września, na Tajwanie – w rocznicę urodzin Konfucjusza, tj. 28 września.

Wczoraj zatem świętowaliśmy.

Data 10 września nie nawiązuje do żadnego szczególnego wydarzenia: po prostu uznano, że tuż po rozpoczęciu roku szkolnego uczniowie są jeszcze pełni entuzjazmu… 🙂

Profesja nauczycielska jeszcze kilkadziesiąt lat temu była w Chinach ogromnie szanowana. Tradycyjna hierarchia szacunku wyglądała następująco: Niebiosa, Ziemia, Cesarz, Rodzic, Nauczyciel. A dopiero potem wszelkie inne zawody i role społeczne…

Tak było od starożytności aż po wiek XX. Mój 60-letni znajomy jeszcze pamięta szacunek, jakim darzono nauczycieli.

To już jednak historia.

Utworzenie ChRL i ideologia komunistyczna ze swą sztandarową „walką klas” to początek nowego etapu w historii edukacji chińskiej. Koncept walki klas jest nam – Polakom – znany z autopsji, nie będę więc się przy nim długo zatrzymywał.

Nauczyciele, wraz z innymi intelektualistami zostali uznani za element pośredni pomiędzy „klasą pracującą” (w skład której wchodzili chłopi, robotnicy, żołnierze walczący w czasie wojny domowej po stronie komunistów, a także kadry rewolucyjno-partyjne) a „wrogami klasowymi” (= posiadacze ziemscy, żołnierze Guomintangu, kapitaliści, kontrrewolucjoniści, prawicowcy, zdrajcy, szpiedzy). Dano im szansę na reedukację, na – że tak powiem – „upgrade” do klasy pracującej.

Podstawowym wyznacznikiem udanej reedukacji było przyjęcie obowiązującej ideologii. Intelektualiści to jednak element trudny do zreedukowania, toteż stopniowo z pozycji elementu pośredniego między „klasą pracującą” a „wrogami klasowymi”, zaczęli się staczać w sferę wrogów klasowych…

W tym kontekście nie dziwią obrazki poniżania i bicia nauczycieli przez uczniów-Czerwonogwardzistów w czasach Rewolucji Kulturalnej.

To jednak też już historia.

Polityka „otwartych drzwi”, zapoczątkowana przez Deng Xiaopinga w 1978 roku, zaowocowała nie tylko otwarciem na świat i rozwojem ekonomicznym, ale również modyfikacją teorii dyktatury proletariatu. Uznano mianowicie, że dzięki kilkudziesięciu latom życia w komunizmie „wrogowie klasowi” zreedukowali się niejako automatycznie, a to dzięki dobroczynnemu wpływowi samego systemu. Nauczyciele oficjalnie awansowali do kategorii „klasy pracującej”.

I tak jest w zasadzie do dziś. Nie mają przedrewolucyjnej pozycji nadrzędnej, nie są już też jednak pariasami społecznymi.

Dzień Nauczyciela – z inicjatywy samych nauczycieli – zaczęto w Chinach obchodzić w latach 30-ych XX wieku. Obchody odbywały się w czerwcu.

W 1937 roku (guomintangowskie jeszcze) Ministerstwo Edukacji przeniosło to święto na 27 sierpnia – dzień, w którym obchodzono wówczas urodziny Konfucjusza, nauczyciela całego kręgu cywilizacji chińskiej.

W 1951 roku rząd Chin Ludowych scalił Dzień Nauczyciela ze świętem 1-ego Maja, co w praktyce oznaczało wypchnięcie go ze świadomości obywateli, a więc zlikwidowanie.

I dopiero w 1985 roku przywrócono Dzień Nauczyciela jako taki. Od tej pory obchodzi się go 10 września.

Nie ma jakichś specjalnych fajerwerków z tej okazji. Nauczyciele dostają pół dnia wolnego, a uczniowie – jeśli chcą – wręczają im kwiatki. Część uczniów, a raczej ich rodzice, próbują upiec przy tym własny kawałek pieczeni: zaproszenie nauczyciela na wykwintny obiad w wielogwiazdkowym hotelu, drobny podarunek w postaci np. torebki marki Louis Vuitton, albo tradycyjna „czerwona koperta” (pieniądze) może synowi czy córce znacznie poprawić wyniki w nauce… O tym, że droga od wyrażenia szacunku i podziękowań do zwykłego łapówkarstwa nie jest daleka, sami wiemy aż nadto dobrze. Toteż obecnie – po serii skandali łapówkarskich – nauczyciele znajdują się na liście profesji, przedstawiciele których w świetle prawa nie mogą przyjmować prezentów. Jeśli otrzymają prezent, muszą za niego zapłacić. W przeciwnym razie popełniają przestępstwo.

Jak myśmy świętowali Dzień Nauczyciela?

Skromnie. Zjedliśmy wspólnie obiad w KFC na koszt szkoły, a w ramach obowiązkowych zajęć pozalekcyjnych, z papieru, drucików i pończoch wyprodukowaliśmy sami dla siebie przepiękne róże :). Poniżej zdjęcie jednej z nich.

Odebrałem też parę telefonów i smsów z życzeniami od byłych studentów. I to się liczy! 🙂

(11.09.2012)

Artykuł Dzień Nauczyciela w Chinach pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
http://rokwchinach.net/dzien-nauczyciela-w-chinach/feed/ 0
Połam łóżko i wróć. Esej o ostatnim rytuale przejścia http://rokwchinach.net/polam-lozko-i-wroc-esej-o-ostatnim-rytuale-przejscia/ http://rokwchinach.net/polam-lozko-i-wroc-esej-o-ostatnim-rytuale-przejscia/#respond Sat, 01 Dec 2018 18:33:08 +0000 http://rokwchinach.net/?p=1825 Tradycja umierania, o której chcę napisać, jest bardzo lokalna: kultywuje się ją w Shishi (石狮) i Jinjiang (晋江) (administracyjnie będących częścią aglomeracji Większego Quanzhou (大泉州), w południowochińskiej prowincji Fujian (福建)). Pochodzący z północy Chin znajomy, który mi o niej opowiedział, był wstrząśnięty i stwierdził, że to okrutny obyczaj. Mówię o jego reakcji, bo obawiam się […]

Artykuł Połam łóżko i wróć. Esej o ostatnim rytuale przejścia pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
Tradycja umierania, o której chcę napisać, jest bardzo lokalna: kultywuje się ją w Shishi (石狮) i Jinjiang (晋江) (administracyjnie będących częścią aglomeracji Większego Quanzhou (大泉州), w południowochińskiej prowincji Fujian (福建)). Pochodzący z północy Chin znajomy, który mi o niej opowiedział, był wstrząśnięty i stwierdził, że to okrutny obyczaj. Mówię o jego reakcji, bo obawiam się popularnych u nas generalizacji w duchu „Chińczycy są BE”. Więc żeby nie było nieporozumień: mowa o jednym powiecie, a nie o całym kraju.

Do rzeczy. Osobę, która wydaje się być już „jedną nogą na tamtym świecie”, rodzina przenosi do specjalnego domu, znajdującego się przy rodzinnej świątynce poświęconej przodkom, by właśnie tam wydała ostatnie tchnienie. Zaproszeni mnisi buddyjscy czuwają i modlą się przy łożu śmierci aż do końca. Tymczasem w sąsiednim pokoju rodzina wyprawia przyjęcie, przedśmiertną „stypę”. Uczestniczą w tym przyjęciu wszyscy krewni, a także – przynajmniej czasem? tak było w każdym razie w przypadku mego znajomego – ich przyjaciele czy znajomi. Jedzą, piją, grają w karty, nie przypomina to właściwie stypy, ale zwykłą „balangę”.

Mój komentarz religioznawcy: umierający może się w ten sposób duchowo przygotować – choćby ćwierćprzytomnie – do drogi, jaka go czeka: słyszy dobiegające zza ściany odgłosy imprezy, życia, ale słyszy też mantrujących nad nim mnichów… Czuje, że jest pomiędzy światami: już nie przynależy do świata żywych, niedługo wkroczy do świata zmarłych…

A co, jeśli umierający znienacka ozdrowieje? – zapytałem. Póki akt zgonu niepodstemplowany, wszystko się może zdarzyć!

I się czasem zdarza… „Umierający” musi wtedy wstać z łoża śmierci, połamać je i wrócić do swego domu. Wszystko to o własnych siłach, nikt nie powinien mu w tym pomagać. Jeśli tego dokona, wrócił do świata żywych. Jeśli nie, jeśli np. wstał, ale łoża nie połamał, krewni kładą go w nie z powrotem: egzamin na żywego oblany, wracaj na swoje miejsce! I impreza oraz mnisie modły trwają nadal.

Okrutne jest w tym to, że od momentu znalezienia się na łożu śmierci – aż do ewentualnego samodzielnego powrotu do domu, co zdarza się bardzo rzadko, bo do domu umierania zabiera się osoby faktycznie stojące nad grobem – nie je się i nie pije. Mimo imprezy za ścianą, umierającego się nie karmi i nie poi.

Matka szefa mojego znajomego umierała miesiąc. Impreza trwała miesiąc, dzień w dzień. Znajomy był zdumiony, jak spokojny i równy był jej oddech…

Miesiąc bez jedzenia i wody… „Myślę, że zmarła z głodu”… – powiedział w zadumie.

(29.08.2012)

Artykuł Połam łóżko i wróć. Esej o ostatnim rytuale przejścia pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
http://rokwchinach.net/polam-lozko-i-wroc-esej-o-ostatnim-rytuale-przejscia/feed/ 0
Psie i ludzkie porządki społeczne http://rokwchinach.net/psie-i-ludzkie-porzadki-spoleczne/ http://rokwchinach.net/psie-i-ludzkie-porzadki-spoleczne/#comments Sat, 01 Dec 2018 17:59:12 +0000 http://rokwchinach.net/?p=1818 Wracałem przedwczoraj z wieczornego spaceru z moją psicą, cicho, spokojnie, bezludnie, rajski zakątek przy osiedlowym odkrytym basenie, psica bez smyczy, gdy nagle… !!! Jazgot, hrrrr, wrrr, żżży! Psica znienacka w wirze walki z inną – skąd się tu nagle wzięła?? – psicą, sąsiadką, podczas gdy jej właścicielka – podobnie uspokojona cichym wieczorem jak i ja […]

Artykuł Psie i ludzkie porządki społeczne pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
Wracałem przedwczoraj z wieczornego spaceru z moją psicą, cicho, spokojnie, bezludnie, rajski zakątek przy osiedlowym odkrytym basenie, psica bez smyczy, gdy nagle…

!!! Jazgot, hrrrr, wrrr, żżży! Psica znienacka w wirze walki z inną – skąd się tu nagle wzięła?? – psicą, sąsiadką, podczas gdy jej właścicielka – podobnie uspokojona cichym wieczorem jak i ja – stoi obok jak wryta.

Rozdzieliłem psice własnoręcznie.

Wyniosłem z tego nadszarpnięte oba nadgarstki. Nic poważnego, trochę zdarta skóra. Która psica źle trafiła zębem? Podejrzewam, że obie. Każda w tę rękę, która ją akurat odrywała od „wrogini”.

Takie to psie porządki.

Właścicielka „wrogini” – gdy jej pupilka znalazła się już bezpiecznie w jej objęciach – natychmiast oprzytomniała.

– Został pan ugryziony?

– Tak.

Usiedliśmy na wiklinowych krzesełkach koło basenu i obejrzeliśmy otarcia.

– Zadzwonię do znajomej pielęgniarki. Ośrodek szczepień przeciw wściekliźnie chyba się niedawno przeniósł do innego szpitala, będzie wiedziała dokąd.

– Dziękuję.

Dzwoni, ośrodek jeszcze nie przeniesiony, dopiero za kilka dni.

– Zawiozę pana.

Wymieniamy się adresami i numerami telefonów. Jedziemy windą każde na swoje piętro – mieszkamy w tym samym bloku.

Odkręcam kran z zimną wodą i gdy myję nadgarstki przepisowe 15 minut, sąsiadka przynosi mi jeszcze na wszelki wypadek antybakteryjne mydło.

– Za chwilę wrócę.

Wraca, jedziemy we trójkę (z moją lepszą połówką) taksówką didi na drugi koniec miasta. Sąsiadka płaci za kurs – tam i z powrotem.

Dostaję dwa zastrzyki – po jednym na każde ramię, siedzimy pól godziny, żeby lekarz mógł sprawdzić, czy są jakieś nieporządane reakcje. Wszystko ok.

Przychodzi do płacenia za zastrzyki. Moja połówka zagaja:

– Kto płaci, my czy pani?

– Obie psice walczyły, nie wiem, która gryzła, najprawdopodobniej obie – mówię. – Zapłacimy po połowie.

– Ale to ciebie pogryzły, ty jesteś poszkodowany!

– Spuściłam swoją ze smyczy, nie było żadnych ludzi dookoła… Nie powinnam była jej spuszczać… – mówi sąsiadka.

– Ja swoją też spuściłem. Płacimy po połowie.

Wracamy do domów, przepraszając się nawzajem za całe to psie zajście.

Ludzkie porządki.

Na marginesie, na weterynaryjne książeczki szczepień zarówno mojej psicy, jak i psicy „wrogini” lekarz nawet nie chciał spojrzeć. (Obie mają szczepienia w całkowitym porządku).

– Psy były czy nie były szczepione, panu zastrzyki i tak trzeba zrobić.

Tak, wiem, jestem w Chinach nie od dziś. Są tu też tacy janusze biznesu, którzy nawet szczepionki dla psów potrafią wyprodukować z wody czy innego placebo. Była taka afera na początku tego roku (choć nie w mojej prowincji). Więc Chińczycy na zimne dmuchają i przy każdym zadrapaniu przez zwierzaka, a nawet i bez zadrapania, biegną na zastrzyki. To tu oczywisty i automatyczny sposób postępowania przy tego typu sytuacjach, którego nikt nie kwestionuje.

Na kolejne dwa zastrzyki – już wspólnie opłacone – pojadę sam. Sąsiadka zadbała o dowiedzenie się, jaki jest nowy adres ośrodka szczepień.

Co chcę podkreślić tym postem: w Chinach krzywdy się kompensuje. Także w dużo poważniejszych przypadkach. Sprawca płaci za leczenie szpitalne poszkodowanego (np. potrąconego pieszego) itp. Nawet policja zwykle najpierw proponuje obu stronom polubowne załatwienie sprawy – poprzez kompensację finansową.

Kiedyś jeszcze wrócę do tego tematu i opiszę kilka sytuacji, których byłem świadkiem.

W każdym razie „odkupienie winy” ma tu postać bardzo konkretną i praktyczną. Pieniądze na leczenie są poszkodowanemu bardziej przydatne niż gołe „poczucie winy” sprawcy.

Artykuł Psie i ludzkie porządki społeczne pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
http://rokwchinach.net/psie-i-ludzkie-porzadki-spoleczne/feed/ 1
„Światu zostało pięć lat do wojny?…” czyli jaki bedzie nasz nowy swiat? http://rokwchinach.net/swiatu-zostalo-piec-lat-do-wojny-czyli-jaki-bedzie-nasz-nowy-swiat/ http://rokwchinach.net/swiatu-zostalo-piec-lat-do-wojny-czyli-jaki-bedzie-nasz-nowy-swiat/#respond Sat, 01 Dec 2018 15:58:39 +0000 http://rokwchinach.net/?p=1811 „Od początku ery nowożytnej aż do wojen napoleońskich największą gospodarką były Chiny, czasami Indie, gdy w Chinach toczył się jakiś konflikt. Czyli dopiero ostatnich dwieście lat to pełna dominacja Zachodu. Centrum gospodarki i finansów, które skupiło się wokół Oceanu Atlantyckiego i trwało tam do końca jednobiegunowej chwili, teraz przenosi się na Pacyfik. Dla Chińczyków to […]

Artykuł „Światu zostało pięć lat do wojny?…” czyli jaki bedzie nasz nowy swiat? pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
„Od początku ery nowożytnej aż do wojen napoleońskich największą gospodarką były Chiny, czasami Indie, gdy w Chinach toczył się jakiś konflikt. Czyli dopiero ostatnich dwieście lat to pełna dominacja Zachodu. Centrum gospodarki i finansów, które skupiło się wokół Oceanu Atlantyckiego i trwało tam do końca jednobiegunowej chwili, teraz przenosi się na Pacyfik. Dla Chińczyków to oznacza, że świat wraca w stare koleiny. A dla nas to szok. I nie umiemy tego przyjąć.”

Z prof. Bogdanem Góralczykiem rozmawia Grzegorz Sroczyński. Całość artykułu:

Światu zostało pięć lat do wojny? „Amerykanie nie oddadzą roli światowego lidera bez walki”,

Artykuł „Światu zostało pięć lat do wojny?…” czyli jaki bedzie nasz nowy swiat? pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
http://rokwchinach.net/swiatu-zostalo-piec-lat-do-wojny-czyli-jaki-bedzie-nasz-nowy-swiat/feed/ 0
Poszerzanie wrodzonych (?) umiejętności http://rokwchinach.net/poszerzanie-wrodzonych-umiejetnosci/ http://rokwchinach.net/poszerzanie-wrodzonych-umiejetnosci/#comments Sun, 18 Nov 2018 05:26:45 +0000 http://rokwchinach.net/?p=1808 Byłem kiedyś w Xiamenie świadkiem poszerzenia wrodzonych umiejętności psa – jego właściciel wyuczył go chodzenia na tylnych łapach; trzymał psa za jedną „rękę”, przechadzali się jak para lub tato z dzieckiem – „za rączkę”. Zafrapowany, doczytałem to i owo na temat takich eksperymentów i… zdecydowałem, że mojej psicy takiej sztuczki uczyć nie będę: w jej […]

Artykuł Poszerzanie wrodzonych (?) umiejętności pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
Byłem kiedyś w Xiamenie świadkiem poszerzenia wrodzonych umiejętności psa – jego właściciel wyuczył go chodzenia na tylnych łapach; trzymał psa za jedną „rękę”, przechadzali się jak para lub tato z dzieckiem – „za rączkę”. Zafrapowany, doczytałem to i owo na temat takich eksperymentów i… zdecydowałem, że mojej psicy takiej sztuczki uczyć nie będę: w jej wyniku nie tylko umiejętności psa wzrastają, ale i ryzyko trwałych zmian zwyrodnieniowych w stawach biodrowych. Zbyt odważnie, zbyt daleko, zbyt niepotrzebnie.

Są jednak inne obszary, w których niecodzienne rozszerzanie umiejętności – o ile mi wiadomo – nie skazuje nas na kalectwo.

1. Prawo- i leworęczność. Trenowanie niedominującej strony potrafi bardzo wzmocnić… także tę dominującą. Np. gra w tenisa, badmintona, ping-ponga.

2. Trenowanie zmysłu słuchu: powszechnie wiadomo, że osoby niewidzące mają zwykle lepszy słuch niż osoby widzące. Wyłączywszy jeden zmysł – w ramach treningu tymczasowo, np. przewiązując oczy bandaną – „przeładowujemy” inny, stawiamy go przed dużo większym wyzwaniem, dzięki czemu – stymulujemy jego rozwój. Byle trenować w bezpiecznym miejscu, nie na środku ulicy.

3. Kolejny krok w rozwijaniu słuchu – echolokacja. Echolokacja jest podstawowym sposobem zbierania informacji o otoczeniu przez np. nietoperze; w ciemności nie mogą polegać na wzroku, emitują więc fale dźwiękowe, które po odbiciu się od znajdujących się w otoczeniu nietoperza przedmiotów (np. ścian jaskini), wracają i są przez nietoperza rejestrowane – na tej podstawie rysuje on mapę swego otoczenia i może nawigować w mrocznym środowisku. Ludzie – okazuje się – też mogą wyćwiczyć zmysł echolokacji. Są to bardzo rzadkie przypadki, nawet wśród osób niewidzących, ale są. Człowiek mlaska lub wydaje inne dźwięki i wyłapuje powracające – odbite od okolicznych przedmiotów – fale dźwiękowe. Niesamowite!

4. Intuicja, przeczucia itp. Bardzo śliski temat, bardzo trudny do udowodnienia… Czego nikomu udowadniać nie trzeba, to istnienie somatycznych reakcji naszego organizmu na przydarzające się nam sytuacje, np. – trudny egzamin może wywołać napięcie w jamie brzusznej, ból głowy itp. W sytuacjach nie tak oczywistych – egzamin/trudny/stres/bo/przyszłość/od/niego/zależy – możemy pójść w przeciwną stronę, tj. zauważyć, że fizycznie nie najlepiej się czujemy i zastanowić się, co może być tego przyczyną; jeśli wykluczymy przyczyny fizyczne (niedobór tlenu przy zamkniętych oknach – ból głowy; nieświeże jedzenie – problemy żołądkowe), przyczyna może być emocjonalna i można próbować ją zidentyfikować. Bo często nie zastanawiamy się, jakie emocje budzą w nas różne sytuacje, różni ludzie itd. Reakcje somatyczne mogą być wskazówką.

Ciekaw jestem, czy jeszcze ktoś z Was jest zainteresowany takimi tematami?

Artykuł Poszerzanie wrodzonych (?) umiejętności pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
http://rokwchinach.net/poszerzanie-wrodzonych-umiejetnosci/feed/ 3
Władimir Tarasow, „Technologia życia. Książka dla bohaterów” http://rokwchinach.net/wladimir-tarasow-technologia-zycia-ksiazka-dla-bohaterow/ http://rokwchinach.net/wladimir-tarasow-technologia-zycia-ksiazka-dla-bohaterow/#comments Sun, 28 Oct 2018 08:15:23 +0000 http://rokwchinach.net/?p=1788 Władimir Tarasow (Владимир Тарасов) – założyciel i dyrektor naukowy Tallińskiej Szkoły Menadżerów, autor książek, z których jedną chciałbym Wam dziś zaprezentować. To „Technologia życia. Książka dla bohaterów” (Владимир Тарасов, „Технология жизни: Книга для героев”). Jak pisze w przedsłowiu sam Autor, książka w żaden sposób nie pretenduje do „naukowości”, nie zawiera przypisów, nie jest opatrzona bibliografią… […]

Artykuł Władimir Tarasow, „Technologia życia. Książka dla bohaterów” pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
Władimir Tarasow (Владимир Тарасов) – założyciel i dyrektor naukowy Tallińskiej Szkoły Menadżerów, autor książek, z których jedną chciałbym Wam dziś zaprezentować.

To „Technologia życia. Książka dla bohaterów” (Владимир Тарасов, „Технология жизни: Книга для героев”).

Jak pisze w przedsłowiu sam Autor, książka w żaden sposób nie pretenduje do „naukowości”, nie zawiera przypisów, nie jest opatrzona bibliografią… Jest za to napisana bardzo przystępnym językiem, a co jeszcze ważniejsze – to książka pełna praktycznej życiowej mądrości. I właśnie dla tej mądrości gorąco Wam ją polecam!

Audiobook oparty na książce jest dostępny za darmo na stronie Tallińskiej Szkoły Menadżerów:

Владимир Тарасов, «Технология жизни: Книга для героев»

O ile wiem, nie ma polskiego tłumaczenia, dlatego fragment – w tłumaczeniu własnym – przedstawiam poniżej.

Jeśli Was wciągnie, tak jak mnie lektura tej książki wciągnęła miesiąc temu, a przy tym nie władacie rosyjskim, może zechcecie skorzystać z rad starego i pomarszczonego nauczyciela i studenta języków obcych, i obcując z oryginałem, nauczyć się języka naszych sąsiadów? Po rady odsyłam tutaj: Jak się nauczyć języka obcego?, a tymczasem zapraszam do skosztowania małego kąska „Technologii życia” w tłumaczeniu na polski:

Władimir Tarasow, „Technologia życia. Książka dla bohaterów”
Владимир Тарасов, „Технология жизни: Книга для героев”

Wielki cel da się osiągnąć

Chłopczyk zabłądził w lesie.

Nie wiedział, co ma robić i dokąd iść. I nawet zaczął płakać.

A potem wziął się w garść, nabrał odwagi, wdrapał się na wysokie drzewo i zobaczył swoją drogę. Gdzie mamy znaleźć takie drzewo, żeby nie błądzić w życiu? Takie drzewo istnieje – to nasz wielki cel, ale powinien on być faktycznie wielki, jak to drzewo.

A to oznacza – powinien znajdować się poza granicami życia. Wielki cel, to cel, do którego można dojść, ale wyłącznie po śmierci. Małe cele można osiągnąć i w trakcie życia. Wielki cel pomaga zobaczyć drogę. Od razu ją dostrzeżemy. O, no przecież tu jest, jak mogłem nie zauważyć?!

Dostrzeżemy ją od razu, jeśli mamy wielki cel. Człowiek, który ma wielki cel, zna swoją drogę.

Człowiek, który nie ma wielkiego celu, nie zna swojej drogi. To człowiek zbłąkany. Przecież stawia sobie tylko takie cele, które można osiągnąć w trakcie życia.

Zaplanuj datę swojej śmierci

Człowiek napisał datę swojej śmierci, daleka ona – ta data. Dlatego, że powinien być całkowicie pewny, że więcej nie przeżyje. Boi się pomylić. Tragedia, kiedy wielki cel zostanie osiągnięty za życia. Wielki cel okazuje się małym, a życie traci sens.

Czy chcemy tego, czego chcemy?

Zawsze o niej pamiętam – o dacie swojej śmierci.

Człowiek, zobaczywszy drogę, nie jest panem swego losu.

Teraz to droga wybiera jego.

Teraz to droga dyktuje mu, co robić, a czego nie robić. Droga nim rządzi. Droga – wielki menadżer.

Podać przykład wielkiego celu?

W takim razie powinienem wziąć Cię za rękę, poprowadzić ze sobą w las i pokazać to wysokie drzewo, na które wspiął się chłopiec.

Naprawdę chcesz tego, czego chcesz?

Jak koraliki w potrząsanym pudełku

Do pudełka nasypali koralików, drewnianych i miedzianych, jednakowych rozmiarów. Zamknęli pokrywkę. Poczekali, otworzyli. Koraliki jak leżały w dwóch osobnych warstwach, tak i leżą. Znów zamknęli pudełko i zaczeli nim potrząsać. Porządnie potrzęśli. Podnieśli przykrywkę i zajrzeli. Na górze były głównie drewniane koraliki. A miedziane na dole. Koraliki znają swoją drogę. Każdy koralik. Czy jesteśmy głupsi od koralików?

Starzec jechał starym przepełnionym autobusem. Ze wszystkich stron pchali się na niego ludzie, a jemu pora wysiadać. Nie ma jak przecisnąć się do wyjścia. Oddychać trudno, a co dopiero przejść. Na szczęście na kiepskiej drodze dobrych parę razy zatrzęsło autobusem. I człowiekowi udało się przesunąć w stronę wyjścia. Jeśli życie nami trzęsie, możemy się w nim posuwać naprzód. O ile wiemy, gdzie jest wyjście.

Tylko tego, kto ma wielki cel, przeciwności życiowe nie zbijają z tropu, a porażki i sukcesy jednakowo posuwają naprzód. Co za różnica, w jaki dokładnie sposób trzęsą pudełkiem? Co za różnica, w jaki dokładnie sposób zatrzęsie autobusem? Wystarczy, że coś się dzieje.

Artykuł Władimir Tarasow, „Technologia życia. Książka dla bohaterów” pochodzi z serwisu Kolejny rok w Chinach.

]]>
http://rokwchinach.net/wladimir-tarasow-technologia-zycia-ksiazka-dla-bohaterow/feed/ 2