Rodzinne chorowanie

Dziś nadaję ze szpitala. Spedziłem tu dwie noce, a jeszcze jedna przede mną.

Od razu uspokajam – to nie ja jestem pacjentem. Ja tylko doglądam pacjenta.

W chińskich szpitalach nie ma czegoś takiego jak „pory odwiedzin”, można przyjść i wyjść kiedy się komu żywnie podoba: o północy? proszę bardzo, o 4:38 nad ranem? a czemużby nie!

Rodziny pacjentów w szpitalach koczują. Chociaż „koczują” to może złe słowo. Pacjenci idą do szpitala razem ze swoimi rodzinami – to trafniejsze określenie. Rodziny wynajmują sobie od szpitala polówki (zdaje się ok. 10 yuanów, czyli 5 złotych za noc w „moim” xiameńskim szpitalu), a jeśli akurat są wolne łóżka na sali, to śpią na tychże łóżkach bez żadnego obciachu (wiem, bo jedną noc tak sobie po królewsku pospałem).

Po co ten cały kram z rodziną? Żeby się pacjent nie czuł wyobcowany i samotny? Eeee tam. No, może troszkę i po to… Ale nie przede wszystkim.

Rodziny są w szpitalach po to, aby:

– prać pacjentowi ciuchy (domowe ciuchy są oczywiście dozwolone, aczkolwiek szpitalne piżamki też jak najbardziej są w modzie),

– przynosić mu ze stołówki jedzonko,

– gotować to i owo, a przynajmniej podgrzewać w mikrofalówce,

– podawać baseniki i kaczki,

– no i – owszem – urozmaicać pacjentowi czas (TV? zapomnij!).

Jeśli ktoś rodziny nie ma, albo ma rodzinę bardzo zajętą lub przebywającą na drugim końcu świata, pacjent może oczywiście otrzymać opiekę szpitalną… za ekstra odpłatnością. W Xiamenie to kwota 120-200  yuanów za łóżko-dobę (120 za opiekę podstawową, 200 za opiekę z extra cuda-wiankami).

Tak więc można by powiedzieć: „szpital twoim drugim domem” (pamięta kto jeszcze podobne hasło z czasów PRL-u? „Szkoła twoim drugim domem”?). Atmosfera bardzo wyluzowana. Np. palenie na sali nie zaskakuje tu nikogo… A pani sprzątaczka widząc palaczy nie tylko nie podnosi żadnego rabanu, ale prosi ich grzecznie, by przypadkiem nie wyrzucali niedopałków na podłogę i podsuwa im puszkę-popielniczkę… Znaki „zakaz palenia” wiszą na ścianach, owszem, ale póki co – raczej w charakterze czysto dekoracyjnym (co się niewątpliwie z czasem zmieni, ale na razie hulaj dusza!).

2 myśli nt. „Rodzinne chorowanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *