Poszerzanie wrodzonych (?) umiejętności

Byłem kiedyś w Xiamenie świadkiem poszerzenia wrodzonych umiejętności psa – jego właściciel wyuczył go chodzenia na tylnych łapach; trzymał psa za jedną „rękę”, przechadzali się jak para lub tato z dzieckiem – „za rączkę”. Zafrapowany, doczytałem to i owo na temat takich eksperymentów i… zdecydowałem, że mojej psicy takiej sztuczki uczyć nie będę: w jej wyniku nie tylko umiejętności psa wzrastają, ale i ryzyko trwałych zmian zwyrodnieniowych w stawach biodrowych. Zbyt odważnie, zbyt daleko, zbyt niepotrzebnie.

Są jednak inne obszary, w których niecodzienne rozszerzanie umiejętności – o ile mi wiadomo – nie skazuje nas na kalectwo.

1. Prawo- i leworęczność. Trenowanie niedominującej strony potrafi bardzo wzmocnić… także tę dominującą. Np. gra w tenisa, badmintona, ping-ponga.

2. Trenowanie zmysłu słuchu: powszechnie wiadomo, że osoby niewidzące mają zwykle lepszy słuch niż osoby widzące. Wyłączywszy jeden zmysł – w ramach treningu tymczasowo, np. przewiązując oczy bandaną – „przeładowujemy” inny, stawiamy go przed dużo większym wyzwaniem, dzięki czemu – stymulujemy jego rozwój. Byle trenować w bezpiecznym miejscu, nie na środku ulicy.

3. Kolejny krok w rozwijaniu słuchu – echolokacja. Echolokacja jest podstawowym sposobem zbierania informacji o otoczeniu przez np. nietoperze; w ciemności nie mogą polegać na wzroku, emitują więc fale dźwiękowe, które po odbiciu się od znajdujących się w otoczeniu nietoperza przedmiotów (np. ścian jaskini), wracają i są przez nietoperza rejestrowane – na tej podstawie rysuje on mapę swego otoczenia i może nawigować w mrocznym środowisku. Ludzie – okazuje się – też mogą wyćwiczyć zmysł echolokacji. Są to bardzo rzadkie przypadki, nawet wśród osób niewidzących, ale są. Człowiek mlaska lub wydaje inne dźwięki i wyłapuje powracające – odbite od okolicznych przedmiotów – fale dźwiękowe. Niesamowite!

4. Intuicja, przeczucia itp. Bardzo śliski temat, bardzo trudny do udowodnienia… Czego nikomu udowadniać nie trzeba, to istnienie somatycznych reakcji naszego organizmu na przydarzające się nam sytuacje, np. – trudny egzamin może wywołać napięcie w jamie brzusznej, ból głowy itp. W sytuacjach nie tak oczywistych – egzamin/trudny/stres/bo/przyszłość/od/niego/zależy – możemy pójść w przeciwną stronę, tj. zauważyć, że fizycznie nie najlepiej się czujemy i zastanowić się, co może być tego przyczyną; jeśli wykluczymy przyczyny fizyczne (niedobór tlenu przy zamkniętych oknach – ból głowy; nieświeże jedzenie – problemy żołądkowe), przyczyna może być emocjonalna i można próbować ją zidentyfikować. Bo często nie zastanawiamy się, jakie emocje budzą w nas różne sytuacje, różni ludzie itd. Reakcje somatyczne mogą być wskazówką.

Ciekaw jestem, czy jeszcze ktoś z Was jest zainteresowany takimi tematami?

3 myśli nt. „Poszerzanie wrodzonych (?) umiejętności

  1. rokwchinach Autor wpisu

    Osobiście bawię się prawo- i leworęcznością. Co ciekawe przy pisaniu, nie ma znaczenia, jakiego języka i skryptu używam: liter łacińskich, cyrylicy czy chińskich znaków, poziom płynności ręki niedominującej jest jednakowy, mimo że bawię się głównie pisaniem w naszym łacińskim skrypcie.

    Odpowiedz
  2. Krystyna Lehner

    Z natury byłam leworęcznych , siłą przestawiono mnie na prawą stronę przywiązując lewa rękę na plecach.Pisanie lewa ręka było w szkole niedozwolone.Pożytek z tego taki , że mogę używać zmieniajac ręcę.Wyjątkiem jest pisanie -piszę prawą.Wygrał system z czasów PRL -u.

    Odpowiedz
    1. rokwchinach

      Ciekaw jestem, jak szybko przestawilabys sie na pisanie lewa reka, gdybys teraz zaczela cwiczyc. Skoro w podstawowce dalo sie wbrew naturze, to teraz powinno sie dac zgodnie z natura?
      A jeszcze anegdotka autentyczna, mamy w firmie anegdotycznego ciecia; zlamal raz prawa reke i choc mu sie juz zrosla, probowal sobie przedluzyc labe. Kiedys poprosilem go o podmiecenie paru smieci… On na to, ze przeciez zlamal byl sobie prawa reke, ja ze to niech lewa podmiecie, a on tonem objawiania wiekuistej prawdy: „my tu w Chinach jestesmy praworeczni…”. Caly magazyn mial z niego ubaw. „My tu w Chinach…”! 😀

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *