Miłość w Jinjiang

Xiao Lin ma 23 lata. Od dwóch miesięcy uczy się w prywatnej szkole języka angielskiego w niewielkim mieście Jinjiang w prowincji Fujian.

Xiao Lin: Po maturze dostałam się do najlepszego w kraju Wydziału Turystyki na jednym z szanghajskich uniwersytetów. Bardzo chcę zobaczyć świat, podróżować. Marzyłam o zawodzie przewodnika wycieczek.

Adam: Dlaczego więc przerwałaś studia?

Xiao Lin: Cóż, to nie jest dobry zawód, jeśli się chce założyć rodzinę. Przewodnik jest w ciągłych rozjazdach. Ma niestabilne życie. A ja właśnie przygotowuję się do założenia rodziny. Za cztery miesiące się zaręczam.

Adam: Jak poznałaś swego chłopaka?

Xiao Lin: Moja starsza siostra urodziła we wrześniu zeszłego roku dziecko. Pojechałam do niej razem z rodzicami [siostra mieszka z rodziną męża w innej części miasta]. On też tam był – jest kuzynem szwagra. Wtedy właśnie się poznaliśmy.

Adam: Teraz mamy marzec, poznaliście się we wrześniu, czyli trochę ponad pół roku temu. Od kiedy jesteście parą?

Xiao Lin:  Chodzimy ze sobą od stycznia – 2 miesiące.

Adam: To niezbyt długo. I już planujecie zaręczyny?

Xiao Lin: Moja rodzina od dawna zna jego rodzinę.

Adam: Ale Ty i on znacie się dość krótko?

Xiao Lin: To prawda. Jednak nasze rodziny uważają, że dobrze do siebie pasujemy. Mój [przyszły] narzeczony jest dla mnie dobry – codzień przywozi mnie do szkoły, a po zajęciach odwozi do domu.

Adam: Oboje pochodzicie z Jinjiang?

Xiao Lin: Tak, oczywiście! Bardzo rzadko się zdarza, żeby ktoś wiązał się z osobą z innego miasta. Podobnie jest w innych miejscach: osoby z Sanming szukają partnera w Sanming, osoby z Dehua – żony czy męża z Dehua itd.

Adam: Dlaczego?

Xiao Lin: Wiesz, w małżeństwie różnie bywa. Zdarzają się problemy. Jeśli wyszłabym za kogoś z innej miejscowości, mógłby mnie bić, albo znaleźć kochankę, albo mógłby chcieć się ze mną rozwieść…

Adam: ??? Jaki to ma związek z miejscem pochodzenia męża? Mężczyźni w Jinjiang nie rozwodzą się, nie biją żon i nie oglądają się za innymi kobietami?

Xiao Lin: Hahaha! Nie, oczywiście że i tutaj się to zdarza. Ale jeśli oboje jesteśmy stąd, to w przypadku problemów łatwiej je rozwiązać.

Adam: ?

Xiao Lin: Nasze rodziny mogą się łatwo spotkać, przedyskutować i wspólnie rozwiązać problem. Jeśli wyszłabym za kogoś spoza Jinjiang (plus ewentualnie Shishi i Quanzhou, bo w tych trzech miastach dialekt i obyczaje są niemal identyczne), nasze rodziny mogłyby mieć kłopot z dogadaniem się: inny dialekt, inne tradycje.

Adam: Inny dialekt? Twoi rodzice nie mówią po mandaryńsku? Ile mają lat?

Xiao Lin: Mama 40-kilka, tato 50. Mówią po mandaryńsku, ale z silnym akcentem, no i pozostaje kwestia różnych zwyczajów w poszczególnych miejscowościach.

Adam: Gdzie planujecie zamieszkać w przyszłości?

Xiao Lin: Oczywiście przeprowadzę się do rodziny męża. Od razu po zaręczynach. Tak się u nas robi.

Adam: Będziecie mieszkać z teściami?

Xiao Lin: Naturalnie! Z teściami i resztą rodziny męża.

Adam: I od razu po zaręczynach? Przed ślubem?

Xiao Lin: Zaręczyny są jak ślub.

Adam: Nie zdarza się, żeby ktoś zerwał zaręczyny? Rozmyślił się?

Xiao Lin: Oj, nie! Zerwanie zaręczyn?! To ogromna rzadkość. Osobiście nigdy się z tym nie spotkałam.

Adam: Jak wyglądają zaręczyny?

Xiao Lin: Najpierw rodzina chłopaka przesyła rodzinie dziewczyny samochód i może inne przedmioty oraz pieniądze. Myśmy już dostali auto od rodziny mego narzeczonego. Potem rodzina dziewczyny organizuje przyjęcie na minimum 30-40 stołów.

Adam: Stołów?

Xiao Lin: Przy jedny stole mieści się 10 osób, więc należy zaprosić co najmniej 300-400 osób. Rodzinę, sąsiadów, znajomych. W ten sposób informuje się wszystkich o fakcie zaręczyn. Koszty przyjęcia zaręczynowego ponosi rodzina dziewczyny. Rodzina dziewczyny kupuje też dla niej złotą biżuterię [lokalny jinjiangski obyczaj – tutejsze narzeczone / panny młode są wprost obwieszone złotą biżuterią]. Przesyła też rodzinie chłopaka pieniądze – zwykle jest to dwukrotność tego, co przesłała rodzina chłopaka [specyfika Jinjiangu; wiano panny młodej jest znacząco wyższe od „wiana” pana młodego; generalnie w Chinach proporcje te są odwrotne]. Moja rodzina przesłała 500.000 yuanów [ok. 250.000 zł].

Adam: Zaręczyny to przesyłanie darów i pieniędzy oraz wielkie przyjęcie. Co się dzieje potem?

Xiao Lin: Potem dziewczyna wprowadza się do rodziny narzeczonego, a parę miesięcy później – czasem pół roku lub nawet rok później – jest ślub. Ślub jest organizowany przez – i na koszt – rodziny chłopaka. Tradycyjnie jest to przyjęcie na ok. 50 stołów – 500 osób.

Adam: Mówisz o przyjęciach. A co ze stroną formalną?

Xiao Lin: Formalności… to formalność! Po zaręczynach – a przed ślubem – para rejestruje się w urzędzie, tj. wyrabia certyfikat małżeństwa. Zajmuje to tylko chwilę.

Adam: Nie ma urzędowej ceremonii ślubnej?

Xiao Lin: Ceremonia urzędowa?? Nie, nie ma nic takiego. Podpisujemy papiery, dostajemy certyfikat i już.

Adam: Nie zapraszacie do urzędu rodziny, przyjaciół?

Xiao Lin: A po co? To tylko podpisanie dokumentów.

Adam: Jak wygląda przyjęcie zaręczynowe? Ślubne?

Xiao Lin: Jemy, jemy, jemy! Hahaha…

Adam: Masz 23 lata, jesteś taka młoda. Nie warto było najpierw zdobyć wymarzonego zawodu przewodnika, a dopiero potem myśleć o ślubie?

Xiao Lin: Hahaha… Wiesz, kiedy dziewczyna ma 23-24 lata, ludzie mówią, że jest „taka młoda”. Ale kiedy ma 25 lat – mówią, że jest już stara! Tu, w Jinjiang, 25-letnia dziewczyna to już stara panna, 24 lata to niemal ostatni dzwonek, żeby wyjść za mąż. Poza tym, myślę że bardzo dobrze trafiłam. Już Ci mówiłam, że mój narzeczony jest dla mnie dobry. Nie jest co prawda zbyt przystojny, ale to nie takie ważne. Najważniejsza jest osobowość – a on jest dobrym człowiekiem. Poza tym, w ostatnim czasie zmieniły się regulacje prawne w sektorze turystyki i tylko w zeszłym roku liczba biur turystycznych zmniejszyła się o 10%! Kto wie, czy po studiach znalazłabym pracę w zawodzie? A tak – wyjdę za mąż, założę rodzinę i będę pracować w firmie teścia. Teść ma wobec mnie ogromne oczekiwania. Właśnie dlatego uczę się angielskiego – teść potrzebuje w firmie osoby z angielskim. Owszem, oczekiwania teścia stresują mnie.

Adam: Teść ma firmę turystyczną?

Xiao Lin: Nie, działalność firmy nie jest nijak związana z turystyką, ale… Ale to nic, bo naprawdę dobrze trafiłam, miałam dużo szczęścia, że znalazłam taką rodzinę, takiego [przyszłego] męża.

Adam: Rozumiem. Gratuluję, Xiao Lin! Mam jeszcze jedno pytanie. Mówisz, że rzadko się zdarza, żeby ktoś miał żonę czy męża z innej miejscowości. Co byś zrobiła, gdybyś – np. studiując w Szanghaju – zakochała się z chłopaku spoza Jinjiang?

Xiao Lin: Nie brałabym nawet pod uwagę możliwości związania się z nim. I tak nie moglibyśmy się pobrać. Rodzice by się na to nigdy nie zgodzili. Po prostu nie angażowałabym się w tę znajomość, nie zgodziłabym się zostać jego dziewczyną.

Adam: Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę!

Xiao Lin: Miło się rozmawiało, dziękuję!

4 myśli nt. „Miłość w Jinjiang

  1. Krystyna Lehner

    No to co ja robie 600 kilometrow od ukochanego Krakowa ,a na dodatek rozmawiam po niemiecku z rodzina meza. Ano takie zwyczaje , chyba silniejsze w Chinach niz gdzie indziej.Ale nie powiem ciekawe.Dziekuje Adamie , ze znajdujesz dla czytelnikow takie niespotykane chinskie zwyczaje. Z przyjemnoscia czytam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *