Kulinarne tęsknoty Polaka w Chinach – chleb…

Jestem w fazie powijakowej jeśli chodzi o produkowanie własnego chleba na chińskiej ziemi. Jakieś tam doświadczenie z Polski mam, nawet poniekąd profesjonalne, bo za młodu pracowałem jakiś czas jako piekarz (robiąc głównie bagietki i bułki francuskie niestety, polskimi chlebami zajmowałem się krótko i tylko jako pomocnik). W domu też miałem kilka podejść i efekty były całkiem zjadliwe, aczkolwiek nie perfekcyjne.

Tak czy siak… drożdży od zera dotąd nie robiłem, zawsze używałem sklepowych plus (w piekarni) już wyhodowanego zakwasu.

Teraz postawiłem sobie ambitne zadanie upolowania dzikich drożdży! Czyli wracamy niemal do podstaw (na uprawę zbóż nie mam niestety warunków).

UntitledZdjęcie przedstawia stan bieżący mojego projektu: upolować i wyhodować kolonię dzikich drożdży!

Składniki

  • mąka pszenna (trudniejsza niż żytnia, ale akurat nie mam w domu żytniej, a jestem za leniwy na zbyt częste latanie po sklepach)
  • woda po gotowaniu ziemniaków (jak widzicie jestem jej fanem… i mam pokaźny zapas w zamrażalniku)
  • cukier

Procedura

  1. Miseczkę mąki zmieszać z miseczką wody ziemniaczanej i łyżką stołową cukru.
  2. Przykryć gazą lub czystą szmatką, trzymać w temperaturze pokojowej (nie może być za zimno). Jeśli pieczesz ciasta itd, warto mieszaninę trzymać w pobliżu, większa ilość drożdży lata wtedy po kuchni i łatwiej je upolować. Ja ciast jakoś specjalnie nie lubię, więc w moim przypadku ta opcja odpada.
  3. Raz dziennie dobrze zamieszać.
  4. Po około tygodniu albo drożdże się dały złapać (mieszanina będzie nimi pachnieć), albo nie. Jeśli nie, wyrzucić i spróbować od początku.

Nastawiłem moją mieszaninę 2 dni temu i dziś oficjalnie ogłaszam: zaczęła PACHNIEĆ! Upolowałem dzikie drożdże! 😀 Potrzymam ją jeszcze parę dni, dokarmiając cukrem, żeby kolonia się dobrze rozwinęła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *