Jak to musiałem naprawiać komórkę – w ojczyźnie i w Chinach

Nie generalizuję, nie kalam gniazda, jedynie opisuję dwa niedawne doświadczenia.

Doświadczenie pierwsze.  Miejsce akcji: polski daleki wschód, miasto jak najbardziej wojewódzkie. Czas akcji: około stycznia 2015.

Wróciłem na ojczyzny łono, odwiedzić rodzinę i spędzić wreszcie Boże Narodzenie w klimacie Bożego Narodzenia. Jestem szczęśliwym użytkownikiem smartfona znanej i w Polsce chińskiej marki Huawei. Pomyślałem, że warto sprawdzić, czy mogę używać tejże mojej komórki bystrej również poza Chinami. Poszedłem do punktu naprawy telefonów – takiego wszechstronnego, niespecjalistycznego, który zajmuje się każdą marką i każdym modelem. Wpłaciłem depozyt – zdaje się – w wysokości 10 złotych, i zostałem uczciwie uprzedzony, że w wypadku, gdyby telefon trzeba było rozkręcić „do kości”, zostanę obciążony dodatkową opłatą za rozkręcenie. Rad niewola, wyjścia nie miałem. Umówiliśmy się, że przyjdę następnego dnia po diagnozę, „da się czy się nie da”.

Następnego dnia punkt naprawczy był zamknięty na cztery spusty i nieopatrzony żadną informacją w rodzaju „nieczynne”, „wyszłem po towar, zara wracam”, „spowodu choroby zamkniente”. Nic – enigma. Popytałem w sąsiednich sklepach – nikt nic o sąsiedzie nie wiedział.

Kolejnego dnia powtórzyłem wyprawę do punktu naprawczego. Udało się! Juhu! Otwarte! Fachman wyjaśnił, że jest ciągle jeszcze w trakcie prac badawczych („da się czy się nie da”) i na jakąkolwiek diagnozę jest zdecydowanie za wcześnie. Mam przyjść za 2 dni. Wytargowałem przynajmniej jego numer telefonu i podkreśliłem, że tym razem byłbym ogromnie zobowiązany, jeśli w razie jakichkolwiek nieprzewidzianych lub przewidzianych opóźnień, dał mi znać, że mam się nie fatygować bez sensu. Majster okazał się bardzo pro-klientowski i wręcz obiecał zadzwonić jeszcze przed upływem wspomnianych dwóch dni – od razu, gdy tylko cokolwiek będzie wiedział w kwestii diagnozy.

Dwa dni oczekiwania minęły jak letnia burza, od pana naprawiacza telefonu nie było, aby nie deptać chodników nadaremnie, tym razem przed wyprawą zadzwoniłem. „Panie, dziecko mi zachorowało, żona nie ma czasu gotować i skarpetek mi uprać, no nie da rady, Panie, dziś nie da rady!”. Tu już mi emocje trochę zabulgotały, ale serdecznym tonem wyznałem, że naprawdę oczekiwałem kontaktu z jego strony i że nie mam czasu na łażenie w tę i we wtę oraz całowanie zaryglowanych drzwi, i że bardzo mu współczuję z powodu dziecka i skarpetek, że o obiedzie to już nie wspomnę!

Któregoś kolejnego dnia nadeszła wreszcie wiekopomna chwila diagnozy: „nie da się”. No cóż, ces’t la vie, nie da się, to trudno. Uiściłem kolejne 10 złotych „za rozkręcenie”, pokwitowaniem uiszczenia należności otarłem łzę oraz wydzielinę z nosa i sprawę zamknąłem. Acha, nie do końca zamknąłem, bo dokładnie od tego czasu nie mogę dopuścić do rozładowania baterii ani telefonu wyłączać – bo wtedy po prostu kompletnie zdycha i za nic go już nie mogę doładować, zupełnie nie reaguje.

Doświadczenie drugie.  Miejsce: moja chińska pipidówka na dalekim wschodzie Dalekiego Wschodu. Czas: dziś, godz. 10:00-11:00.

Obudziłem się rano i zauważyłem, że mój umiłowany bystrzak Huawei obudzić się nie zamierza. Zdechł. Ni cholery nie reaguje na nic. Pewnie prąd przez jakiś czas w nocy odcięli, awaria może.

Poszedłem do niespecjalistycznego punktu naprawy komórek. „Baterię trzeba wymienić”. „Ale czy to na pewno bateria? Może pani włożyć inną i sprawdzić?” Pani zamiast wkładania obcej baterii, podczepiła moją własną do jakiejś ich własnej specjalistycznej ładowarki (zabij – nie znam się) i po pół godzinie dostałem z powrotem mój znów ślicznie działający telefon, z podładowaną baterią w środku. „To kupować nową baterię?” „Eee,  niekoniecznie, jeśli Pan chce, to może kupić tak na wszelki wypadek…”. „To na razie nie kupuję. A za usługę ile się należy?” „Nie, nic, to za darmo.”

2 myśli nt. „Jak to musiałem naprawiać komórkę – w ojczyźnie i w Chinach

    1. rokwchinach Autor wpisu

      Niby tak. Aczkolwiek ostatecznie bateria zdechla na amen i zdecydowalem sie – zamiast kupowac nowa plus wymieniac szybke ekranowa (bo sobie ja bylem potluklem) – dorzucic pare yuanow i zakupic nowa komorke.
      Bardziej mnie jednak uderzylo w obu sytuacjach co innego – wcale nie kwestia kompetencji naprawiajacych. Nieinformowanie o przekladaniu terminu odbioru i placenie za sam fakt roboty w Polsce versus blyskawiczna obsluga plus zerowy koszt uslugi i placenie za same czesci (bateria, szybka) tutaj…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *