Dzień Nauczyciela w Chinach

W Chinach Ludowych Dzień Nauczyciela obchodzony jest 10 września, na Tajwanie – w rocznicę urodzin Konfucjusza, tj. 28 września.

Wczoraj zatem świętowaliśmy.

Data 10 września nie nawiązuje do żadnego szczególnego wydarzenia: po prostu uznano, że tuż po rozpoczęciu roku szkolnego uczniowie są jeszcze pełni entuzjazmu… 🙂

Profesja nauczycielska jeszcze kilkadziesiąt lat temu była w Chinach ogromnie szanowana. Tradycyjna hierarchia szacunku wyglądała następująco: Niebiosa, Ziemia, Cesarz, Rodzic, Nauczyciel. A dopiero potem wszelkie inne zawody i role społeczne…

Tak było od starożytności aż po wiek XX. Mój 60-letni znajomy jeszcze pamięta szacunek, jakim darzono nauczycieli.

To już jednak historia.

Utworzenie ChRL i ideologia komunistyczna ze swą sztandarową „walką klas” to początek nowego etapu w historii edukacji chińskiej. Koncept walki klas jest nam – Polakom – znany z autopsji, nie będę więc się przy nim długo zatrzymywał.

Nauczyciele, wraz z innymi intelektualistami zostali uznani za element pośredni pomiędzy „klasą pracującą” (w skład której wchodzili chłopi, robotnicy, żołnierze walczący w czasie wojny domowej po stronie komunistów, a także kadry rewolucyjno-partyjne) a „wrogami klasowymi” (= posiadacze ziemscy, żołnierze Guomintangu, kapitaliści, kontrrewolucjoniści, prawicowcy, zdrajcy, szpiedzy). Dano im szansę na reedukację, na – że tak powiem – „upgrade” do klasy pracującej.

Podstawowym wyznacznikiem udanej reedukacji było przyjęcie obowiązującej ideologii. Intelektualiści to jednak element trudny do zreedukowania, toteż stopniowo z pozycji elementu pośredniego między „klasą pracującą” a „wrogami klasowymi”, zaczęli się staczać w sferę wrogów klasowych…

W tym kontekście nie dziwią obrazki poniżania i bicia nauczycieli przez uczniów-Czerwonogwardzistów w czasach Rewolucji Kulturalnej.

To jednak też już historia.

Polityka „otwartych drzwi”, zapoczątkowana przez Deng Xiaopinga w 1978 roku, zaowocowała nie tylko otwarciem na świat i rozwojem ekonomicznym, ale również modyfikacją teorii dyktatury proletariatu. Uznano mianowicie, że dzięki kilkudziesięciu latom życia w komunizmie „wrogowie klasowi” zreedukowali się niejako automatycznie, a to dzięki dobroczynnemu wpływowi samego systemu. Nauczyciele oficjalnie awansowali do kategorii „klasy pracującej”.

I tak jest w zasadzie do dziś. Nie mają przedrewolucyjnej pozycji nadrzędnej, nie są już też jednak pariasami społecznymi.

Dzień Nauczyciela – z inicjatywy samych nauczycieli – zaczęto w Chinach obchodzić w latach 30-ych XX wieku. Obchody odbywały się w czerwcu.

W 1937 roku (guomintangowskie jeszcze) Ministerstwo Edukacji przeniosło to święto na 27 sierpnia – dzień, w którym obchodzono wówczas urodziny Konfucjusza, nauczyciela całego kręgu cywilizacji chińskiej.

W 1951 roku rząd Chin Ludowych scalił Dzień Nauczyciela ze świętem 1-ego Maja, co w praktyce oznaczało wypchnięcie go ze świadomości obywateli, a więc zlikwidowanie.

I dopiero w 1985 roku przywrócono Dzień Nauczyciela jako taki. Od tej pory obchodzi się go 10 września.

Nie ma jakichś specjalnych fajerwerków z tej okazji. Nauczyciele dostają pół dnia wolnego, a uczniowie – jeśli chcą – wręczają im kwiatki. Część uczniów, a raczej ich rodzice, próbują upiec przy tym własny kawałek pieczeni: zaproszenie nauczyciela na wykwintny obiad w wielogwiazdkowym hotelu, drobny podarunek w postaci np. torebki marki Louis Vuitton, albo tradycyjna „czerwona koperta” (pieniądze) może synowi czy córce znacznie poprawić wyniki w nauce… O tym, że droga od wyrażenia szacunku i podziękowań do zwykłego łapówkarstwa nie jest daleka, sami wiemy aż nadto dobrze. Toteż obecnie – po serii skandali łapówkarskich – nauczyciele znajdują się na liście profesji, przedstawiciele których w świetle prawa nie mogą przyjmować prezentów. Jeśli otrzymają prezent, muszą za niego zapłacić. W przeciwnym razie popełniają przestępstwo.

Jak myśmy świętowali Dzień Nauczyciela?

Skromnie. Zjedliśmy wspólnie obiad w KFC na koszt szkoły, a w ramach obowiązkowych zajęć pozalekcyjnych, z papieru, drucików i pończoch wyprodukowaliśmy sami dla siebie przepiękne róże :). Poniżej zdjęcie jednej z nich.

Odebrałem też parę telefonów i smsów z życzeniami od byłych studentów. I to się liczy! 🙂

(11.09.2012)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *