Archiwa kategorii: rodzina

Połam łóżko i wróć. Esej o ostatnim rytuale przejścia

Tradycja umierania, o której chcę napisać, jest bardzo lokalna: kultywuje się ją w Shishi (石狮) i Jinjiang (晋江) (administracyjnie będących częścią aglomeracji Większego Quanzhou (大泉州), w południowochińskiej prowincji Fujian (福建)). Pochodzący z północy Chin znajomy, który mi o niej opowiedział, był wstrząśnięty i stwierdził, że to okrutny obyczaj. Mówię o jego reakcji, bo obawiam się popularnych u nas generalizacji w duchu „Chińczycy są BE”. Więc żeby nie było nieporozumień: mowa o jednym powiecie, a nie o całym kraju. Czytaj dalej

Do you speak a little Chinese? Czyli zdradził mnie długi nos.

Wielki spęd, co najmniej 1000 osób, a la amway’owska firma sprzedająca parafarmaceutyki. Jestem tam na niby, zaciągnięty za uszy – żeby wziąć udział w losowaniu nagród? (Eeee???) Wykorzystuję czas, bawiąc się z chińską siostrzenicą mojej chińskiej drugiej połówki. Parafarmaceutyki mnie nie interesują.
Siostrzenica ma trochę ponad trzy latka i znam ją od zawsze, od czasów kiedy jej jeszcze na świecie nie było. Jestem trochę jej przyszywanym „tatą” – a moja połówka „mamą”.
Bawimy się w najlepsze w hotelowym parku (wymknęliśmy się z grzmiącej megafonami sali konferencyjnej), gadamy oczywiście po chińsku.
Znienacka zaczepia mnie jedna z hostess spędu:
– Where are you from? (Skąd pan pochodzi?) – och, jaki ma cudny chiński akcent!
Zaskoczony znienackością i wyrwany z naturalnego chińskiego środowiska językowego, w którym się od lat poza pracą obracam, wybałuszam na nią oczy:
– From Poland. (Z Polski)
– Aaaa…? Where are you from? (Że co? Skąd pan pochodzi?)
– 波兰。(Z Polski)
– Whaaaat? (Cooo?)
Czytaj dalej

Niechińskie imiona Chińczyków

 

tuzki

Chińczycy, którzy mają do czynienia z obcokrajowcami, najczęściej mają – poza chińskim – także tak zwane tutaj „angielskie” imiona. W tytule posta nazwałem je „niechińskimi”, bo choć często to nauczyciel angielskiego pomógł komuś wybrać imię, wcale nie koniecznie musi to być imię angielskie. Na przykład słyszałem ostatnio o „angielskim” imieniu pewnej Chinki… Zosia! Nie „Sophie”, ale właśnie „Zosia”. Chrzestny ojciec musiał być Polakiem… 😀 Czytaj dalej

Miłość w Jinjiang

Xiao Lin ma 23 lata. Od dwóch miesięcy uczy się w prywatnej szkole języka angielskiego w niewielkim mieście Jinjiang w prowincji Fujian.

Xiao Lin: Po maturze dostałam się do najlepszego w kraju Wydziału Turystyki na jednym z szanghajskich uniwersytetów. Bardzo chcę zobaczyć świat, podróżować. Marzyłam o zawodzie przewodnika wycieczek.

Adam: Dlaczego więc przerwałaś studia?

Xiao Lin: Cóż, to nie jest dobry zawód, jeśli się chce założyć rodzinę. Przewodnik jest w ciągłych rozjazdach. Ma niestabilne życie. A ja właśnie przygotowuję się do założenia rodziny. Za cztery miesiące się zaręczam.

Adam: Jak poznałaś swego chłopaka?

Czytaj dalej

Tradycja mówi: syn. Prawo mówi: jedno dziecko

Pani Huang jest nauczycielką w jednej z publicznych szkół średnich. Pochodzi z prowincji Jiangsu. Zamężna, jedno dziecko. Mieszka w prowicji Fujian, wraz z mężem i jego rodziną.

Pani Huang: Dziesięć lat temu urodziłam córkę. Nie syna. Rodzina męża nie może przejść nad tym do porządku dziennego. „Głównym życiowym zadaniem kobiety jest urodzić swemu mężowi syna” – to niepodważalna prawda dla wielu – bardzo wielu – osób tutaj. Jedna z moich szwagierek aż cztery razy przerywała ciążę. Najpierw urodziła dziewczynkę. Przy każdej kolejnej ciąży robiła USG i kiedy okazywało się, że będzie miała kolejną córkę…

Czytaj dalej