Archiwa kategorii: Polak w Chinach

Do you speak a little Chinese? Czyli zdradził mnie długi nos.

Wielki spęd, co najmniej 1000 osób, a la amway’owska firma sprzedająca parafarmaceutyki. Jestem tam na niby, zaciągnięty za uszy – żeby wziąć udział w losowaniu nagród? (Eeee???) Wykorzystuję czas, bawiąc się z chińską siostrzenicą mojej chińskiej drugiej połówki. Parafarmaceutyki mnie nie interesują.
Siostrzenica ma trochę ponad trzy latka i znam ją od zawsze, od czasów kiedy jej jeszcze na świecie nie było. Jestem trochę jej przyszywanym „tatą” – a moja połówka „mamą”.
Bawimy się w najlepsze w hotelowym parku (wymknęliśmy się z grzmiącej megafonami sali konferencyjnej), gadamy oczywiście po chińsku.
Znienacka zaczepia mnie jedna z hostess spędu:
– Where are you from? (Skąd pan pochodzi?) – och, jaki ma cudny chiński akcent!
Zaskoczony znienackością i wyrwany z naturalnego chińskiego środowiska językowego, w którym się od lat poza pracą obracam, wybałuszam na nią oczy:
– From Poland. (Z Polski)
– Aaaa…? Where are you from? (Że co? Skąd pan pochodzi?)
– 波兰。(Z Polski)
– Whaaaat? (Cooo?)
Czytaj dalej

Herbata z masłem

Herbata z masłem jaka i solą – sztandarowy napój Tybetu. O dziwo guglanie w języku polskim haseł „herbata z masłem” i „herbata po tybetańsku” nie przyniosło oszałamiających efektów, niewiele jest stron www na ten temat (dla ścisłości: nie używałem google’a, bo jest tu przecież zablokowany, tylko wyszukiwarki yahoo).

Dziesięć lat temu, podczas wyprawy do prowincji Yunnan, miałem okazję skosztować oryginalnej herbaty po tybetańsku. Samiusieńka północ Yunnanu – okolice miasta Zhongdian – to geograficznie i kulturalnie już Tybet.

Smakowała mi bardzo, ale w taki dziwny sposób… podczas picia niebo w gębie, po przełknięciu – posmak goryczy (dużo tannin), więc by zabić tę gorycz, bierzesz następny łyk (niebo w gębie!) i tak w koło macieju. NIezastąpiona wikipedia podaje, że tybetańscy nomadzi wypijają nawet 40 miseczek herbaty z masłem dziennie! Nie dziwię się, skoro już zaczynają, to trudno im przerwać hahahah! Czytaj dalej

Gąszcz ogórkowy

Nie, nie przedzieram się przez terasy usiane ogórkowymi dżunglami… Pewnie nawet takich terasów nie ma. „Gąszczami” – jak podaje wikipedia – nazywano ponoć w starożytnej Polsce sosy typu chutney (a co, nie tylko Indie mają swoje chutney’e! nie gęsi my, oj nie!) i właśnie produkuję wersję autorską takiego sosu ogórkowego!

1 2 3Składniki

  • 3 ogórki (użyłem długich, bo takie „normalne” polskie są tu rzadko spotykane
  • 3 ząbki czosnku
  • szczypta soli
  • szczypta pieprzu syczuańskiego
  • 2 małe suszone papryczki chili
  • 2/3 łyżki stołowej octu (użyłem produkowanego z sorga octu 镇江陈醋 zhen jiang chen cu, bo akurat taki mam w domu…)

Czytaj dalej

Kulinarne tęsknoty Polaka w Chinach – chleb…

Jestem w fazie powijakowej jeśli chodzi o produkowanie własnego chleba na chińskiej ziemi. Jakieś tam doświadczenie z Polski mam, nawet poniekąd profesjonalne, bo za młodu pracowałem jakiś czas jako piekarz (robiąc głównie bagietki i bułki francuskie niestety, polskimi chlebami zajmowałem się krótko i tylko jako pomocnik). W domu też miałem kilka podejść i efekty były całkiem zjadliwe, aczkolwiek nie perfekcyjne.

Tak czy siak… drożdży od zera dotąd nie robiłem, zawsze używałem sklepowych plus (w piekarni) już wyhodowanego zakwasu.

Teraz postawiłem sobie ambitne zadanie upolowania dzikich drożdży! Czyli wracamy niemal do podstaw (na uprawę zbóż nie mam niestety warunków). Czytaj dalej

Chińska wariacja na temat fasolki po bretońsku

1 2 Składniki:

  • biała fasola
  • ma la xiang chang 麻辣香肠,czyli wędzona kiełbasa wieprzowa na ostro (z pieprzem syczuańskim hua jiao 花椒)
  • cebula czerwona
  • czosnek
  • wino do gotowania
  • trochę wywaru z gotowania ziemniaków
  • mąka z wodą do zagęszczenia
  • sól lub vegeta do smaku

3Robiłem „na oko” (jak zwykle), dlatego nie podaję ilości.

Procedura:

  1. Moczymy fasolę przez całą noc. Zlewamy wodę, nalewamy świeżej i gotujemy do miękkości w garnku do ryżu (ok. 1 godziny).
  2. Podsmażamy kiełbasę na woku, przekładamy ją na talerz, tłuszcz zostawiamy na patelni.
  3. Smażymy cebulę „na złoto” (i tak nie będzie złota, bo po pierwsze jest czerwona, a po drugie tłuszcz, którego używamy, jest zabarwiony przyprawami z kiełbasy), po czym dorzucamy czosnek, mieszamy, podsmażamy jes花椒zcze krótką chwilę.
  4. Wkładamy/wlewamy wszystko oprócz mąki do garnka z fasolą, gotujemy jeszcze co najmniej 5 minut, żeby się smaki „przegryzły”.
  5. Wlewamy – powoli i ciągle mieszając! – roztwór wodno-mączny i kontynuujemy gotowanie jeszcze parę minut, z podniesioną przykrywką (= na małym ogniu).
  6. Przekładamy do porcelanowej lub wysadzanej jadeitami srebrnej miseczki i VOILA – gotowe! 吃饭!吃饭!chi fan! chi fan! jedzmy, jedzmy (= smacznego!)

Czytaj dalej

Dwa miesiące w mieście Shaoxing

 

Po pierwsze, podkreślam już w tytule posta, że Shaoxing jest miastem. Także Jinjiang, gdzie spędziłem ostatnich kilka lat, jest miastem – okazuje się, że wiele osób wzięło moje prześmiewcze określanie dwumilionowego Jinjiangu „wsią” jak najpoważniej… Inna skala: jak na Chiny takie rozmiary to naprawdę nic szczególnego, jak na Polskę to przecież Stolyca. Tyle mego ironizowania, w przyszłości postaram się być już bardzo poważnym panem (trzymajcie kciuki, bo to zadanie niełatwe!). Czytaj dalej

Artykuł w lipcowym “Poznaj Świat”

DSC_3656

Ukazał się już lipcowy numer „Poznaj Świat”, a w nim mój tekst „Miłość w Jinjiang”. Opisuje w nim zwyczaje slubne bardzo tradycyjnego miasta Jinjiang, w ktorym od lat mieszkam i w ktorym mam wielu przyjaciol. Zdjecia pochodza ze slubu jednego z nich – dziekuje serdecznie! „Poznaj Świat” nalezy niestety do tych wydawnictw, ktorymi nie epatuja kioskowe wystawy, wiec jesli zamarzy sie Wam zdobycie „Milosci w Jinjiang”, bedziecie najprawdopodobniej musieli poprosic sprzedawce, by specjalnie dla Was zamowil lipcowy numer.

Do czego Was oczywiscie zachecam i zycze milej lektury.