Archiwum kategorii: edukacja

Niemiecki w trzy miesiące – update

Niewątpliwie interesuje Was, jak się potoczył mój „niemiecki eksperyment”?

Krótko i zwięźle: potoczył się z Giewontu aż do samego dna Bałtyku, to znaczy – upadek sięgnął dna. Innymi słowy: całkowita klęska.

Eksperyment trwał – o la la! – tydzień. Po tygodniu moje główne źródło treści inputu oraz główne źródło motywacji – tj. witryna zdf.de – padła, a w każdym razie umieszczone na niej filmy itp. materiały przestały być dostępne poza Niemcami; szukałem czegoś na zamianę, strony z dużą ilością filmów do wyboru, nie znalazłem nic satysfakcjonującego i eksperyment spalił na panewce.

Większość pozostałych elementów mego zamierzonego planu samo-nauczania są same w sobie na tyle suche, że popodrygiwałem jeszcze trochę czytając niemieckojęzyczne artykuły w internecie, po czym podrygom też nadszedł kres.

Ze wszystkiego można (i warto) wyciągać wnioski.

Z eksperymentu z językiem niemieckim wyciągam dwa:

  1. obfitość interesującego materiału mówionego jest – przynajmniej w moim przypadku – kluczowa dla powodzenia przedsięwzięcia,
  2. moja wewnętrzna motywacja do nauki niemieckiego nie była na tyle silna, bym „zaparł się” i uparł, i wszelkimi sposobami starał się dopiąć swego; de facto do eksperymentu wybrałem wtedy niemiecki akurat dlatego, że miałem dostęp do filmów, które wyglądały na wciągające; nie było motywacji do niemieckiego jako takiego; dlatego gdy filmy przestały być dostępne, straciłem też i motywację.

Filmy są dla nowicjusza zdecydowanie łatwiejsze i przez to bardziej interesujące niż audiobooki.

Słownictwo jeszcze bardzo mizerne, ale film to nie tylko słowa, to także obraz – wiele można domyślić się z kontekstu, ruchu, mimiki.

W przypadku rosyjskiego (gdzie nowicjuszem nie jestem) – mimo że nie mam dostępu do obfitości filmów, mam za to dużo audiobooków w tym języku i na tym poziomie nie muszę mieć „podpórek” w postaci obrazu, by rozumieć, o czym mowa – od dwóch już ponad lat codziennie słucham książek na interesujące mnie tematy. Nie bruździ tu żadna kwestia „motywacji”, rzecz dzieje się automatycznie… powrót z pracy, sprawy domowe, w końcu wszystko, co w danym dniu miałem do zrobienia, jest już zrobione, i nadchodzi „pora na audiobookora” (dla młodzieży – proszę poguglać „Pora na Telesfora”), czyli pora na relaks przy (najczęściej) rosyjskojęzycznej audioksiążce. A moje słownictwo rośnie sobie „samo”, po cichutku i niepostrzeżenie…

Audioksiążki w nauce języków obcych to od paru lat mój konik, zdecydowanie. Bezbolesna i przyjemna metoda łapania dwóch srok za jeden ogon (sam język plus ciekawa treść).

Każdy człowiek jest jednak nieco inaczej „zbudowany”; np. moja „siostrzyczka” Gosia Wilczek (tu jest jej blog, taki podróżniczy, nie językowy), którą próbowałem przekonać do audiobooków po angielsku, niemal zasnęła na sam dźwięk słowa „audiobook”…, bo audiobooki ją po prostu najnormalniej w świecie usypiają! Szok, ale wierzę jej na słowo 😉.

Niemiecki w trzy miesiące: start!

Przez najbliższe trzy miesiące chcę podciągnąć swój (minimalny) niemiecki.

Wstępny plan wygląda następująco:

  1. Anki: 2000 najczęściej używanych słów (2000 słów / 90 dni = 23 nowe słowa dziennie).
  2. Słuchanie audiobooków / oglądanie filmów i seriali telewizyjnych online (np. na stronie zdf.de).
  3. Osiem „złotych zdań”: hackowanie gramatyki (pod postem).
  4. Tygodniowy grafik:
    • od poniedziałku do piątku: 2 godziny dziennie,
    • weekendy: 5 godzin dziennie.
  5. Co tydzień – raport tu na blogu.
  6. Eksperyment rozpocząć i zakończyć:
    • tym samym testem,
    • na koniec może video / audio, gdzie mówię po niemiecku.
  7. Cotygodniowe konwersacje z nativem / niemal nativem (Skype).
  8. Jak absolutne minimum przy kompletnym braku czasu – codzienna lektura interesującego artykułu z internetu.

Plan nie jest sztywny i będę go zapewne modyfikować.

Moim największym wrogiem jest utrata motywacji / nuda, dlatego najważniejsza będzie pasja. Jeśli będzie to oznaczać, że np. Anki pójdzie w kąt, to znaczy, że na dany moment tam jego miejsce.

Wierzę w „input first”, czyli najpierw dużo słuchania i czytania (absorbowania melodii języka, słów, struktur). Output oczywiście też jest ważny, ale input najpierw.

Oto wyniki testu wstępnego:

Szczerze mówiąc, zaskakująco dobrze mi poszło, powinienem zacząć grać w totolotka, bo najwyraźniej mam szczęśliwą rękę przy wybieraniu „na chybił-trafił”. Odpowiedzi na początkowe 2-3 pytania testu były jeszcze jako tako świadome, reszta – szczęśliwy traf (w akurat tym teście nie ma opcji „nie wiem”).

Osiem „złotych zdań”:

Jabłko jest czerwone. The apple is red.
To jabłko Ottona. It’s Otto’s apple.
Daję Ottonowi jabłko. I give Otto the apple.
Dajemy mu jabłko. We give him the apple.
On daje to Ottonowi. He gives it to Otto.
Ona daje to jemu. She gives it to him.
Muszę mu to dać. I have to give it to him.
Chcę jej to dać. I want to give it to her.

GERMAN automatic translation:

Der Apfel ist rot.
Es ist Ottos Apfel.
Ich gebe Otto den Apfel.
Wir geben ihm den Apfel.
Er gibt es Otto.
Sie gibt es ihm.
Ich muss es ihm geben.
Ich will es ihr geben.

Dzień Nauczyciela w Chinach

W Chinach Ludowych Dzień Nauczyciela obchodzony jest 10 września, na Tajwanie – w rocznicę urodzin Konfucjusza, tj. 28 września.

Wczoraj zatem świętowaliśmy.

Data 10 września nie nawiązuje do żadnego szczególnego wydarzenia: po prostu uznano, że tuż po rozpoczęciu roku szkolnego uczniowie są jeszcze pełni entuzjazmu… 🙂

Profesja nauczycielska jeszcze kilkadziesiąt lat temu była w Chinach ogromnie szanowana. Tradycyjna hierarchia szacunku wyglądała następująco: Niebiosa, Ziemia, Cesarz, Rodzic, Nauczyciel. A dopiero potem wszelkie inne zawody i role społeczne…

Tak było od starożytności aż po wiek XX. Mój 60-letni znajomy jeszcze pamięta szacunek, jakim darzono nauczycieli.

Czytaj dalej

Poszerzanie wrodzonych (?) umiejętności

Byłem kiedyś w Xiamenie świadkiem poszerzenia wrodzonych umiejętności psa – jego właściciel wyuczył go chodzenia na tylnych łapach; trzymał psa za jedną „rękę”, przechadzali się jak para lub tato z dzieckiem – „za rączkę”. Zafrapowany, doczytałem to i owo na temat takich eksperymentów i… zdecydowałem, że mojej psicy takiej sztuczki uczyć nie będę: w jej wyniku nie tylko umiejętności psa wzrastają, ale i ryzyko trwałych zmian zwyrodnieniowych w stawach biodrowych. Zbyt odważnie, zbyt daleko, zbyt niepotrzebnie.

Są jednak inne obszary, w których niecodzienne rozszerzanie umiejętności – o ile mi wiadomo – nie skazuje nas na kalectwo. Czytaj dalej

Jak się nauczyć języka obcego?

Płynnie mówię – prócz polskiego, rzecz jasna – po angielsku (z lekkim akcentem), rosyjsku (z akcentem przypominającym jednemu z moich rosyjskich znajomych surżyk, czyli jedną z odmian rosyjskiego używanego na Ukrainie (??)) i po mandaryńsku (tak, że rozmawiając przez telefon z obcą osobą jestem brany za Chińczyka).

Jak się uczyłem tych trzech języków obcych?

Angielski – od przedszkola. Więcej czytania niż słuchania przez pierwszych kilkanaście lat obcowania z językiem. Mój akcent znacznie się poprawił, gdy zacząłem używać angielskiego jako medium komunikacyjnego, gdy przestał być on „przedmiotem” do nauczenia się. Innymi słowy – gdy zacząłem go używać, a nie „uczyć się”.

Rosyjski – od 5-ej klasy szkoły podstawowej do końca liceum. Więcej czytania niż słuchania w trakcie nauki. Potem była wieloletnia przerwa. Nie wyniosłem z tej szkolnej nauki zbyt wiele. Przełom nastąpił, gdy w 2005 roku – mieszkając i pracując w Wielkiej Brytanii zresztą – postanowiłem go sobie odświeżyć i znalazłem wieloodcinkowy serial „Кадетство”.

Chłopaki i dziewczyny z serialu „Кадетство” to moi prawdziwi nauczyciele rosyjskiego. Dziękuję Wam, choć i tak się o tym nie dowiecie! 😀 Czytaj dalej

Nauka jezyka chinskiego?

Jesli ktos z Was zastanawia sie, co porabiam i dlaczego mnie tu na blogu ostatnio nie widac, to odpowiedz znajduje sie w ponizszym linku:
Languages Online (wymiana jezykowa przez internet)

Jesli szukacie kogos do poskajpowania/powhatsappowania/itp. po chinsku (lub w innych jezykach), to jak najbardziej zapraszamy do Languages Online.

Wiekszosc osob w grupie Languages Online to NIE nauczyciele, ale osoby, ktore same tez sie ucza jezykow obcych. Taka wzajemna samopomoc.

Chińska matura

Chińska matura (普通高等学校招生全国统一考试), w skrócie zwana gaokao (高考), to przełomowy moment w życiu Chińczyka. Równanie jest proste:

X wynik = X uniwersytet = X kariera = X małżeństwo = X całokształt życia,

gdzie X może przybrać wartosć ze zbioru: {swietny; bardzo dobry; dobry; nienajgorszy; kiepski}.

Jesli matura poszła ci kiepsko, z automatu oznacza to, że twoje dorosłe życie jest już od startu ‚przechlapane’. Nie masz szansy na dobrą pracę, a więc i na dobre pobory, a więc i na dobrą żonę. Nic, tylko się powiesić. Czytaj dalej