Bogini Mazu (Fujian) – drastyczne zdjęcia

Xiao Feng i Hong zaprosiły mnie do swojej rodzinnej miejscowości w okolicach Zhangzhou na tradycyjne święto bogini Mazu (chiński uproszczony: 妈祖, chiński tradycyjny: 媽祖). Odbywa się ono co trzy lata i nie jest obchodzone równocześnie przez wszystkie rodziny, a tylko przez część (pozostałe obchodzą je w innym roku). W Xiamenie nie jest obchodzone wcale – to bardzo lokalne święto.

„Mazu – popularna chińska bogini mórz, czczona szczególnie na południowym wybrzeżu Chin i na Tajwanie. Jej kult szerzył się również na terenach nadmorskich, gdzie mieszkają Chińczycy od Tianjinu, przez Azję Południowo-Wschodnią po Kalifornię i Brazylię. Mazu uchodzi za patronkę rybaków i żeglarzy. Inne jej określenie to „Cesarzowa Niebios” (Tianhou, 天后).

Według legendy Mazu była córką rybaka, która potrafiła opuszczać swoje ciało we śnie. Podczas jednego ze sztormów uratowała ojca i braci. Ostatniemu nie zdążyła pomóc i żeby naprawić ten błąd, od tego czasu pomaga rybakom. Tradycja wskazuje jej datę urodzenia na 19 kwietnia 901 roku (lub 960 r). Mazu towarzyszą Tysiącmilowe Oko (Qianli Yan, 千里眼) oraz Ucho Śledzące Wiatr (Shunfeng Er, 顺风耳), których schwytała na Górze Kwitnących Brzoskwiń i którzy pomagają jej ratować potrzebujących rybaków.

W językach min Mazu jest nazywana Ama. Od Zatoki Ama (Ama Hao), gdzie na jej cześć fujiańscy rybacy wznieśli świątynię, bierze się nazwa Makau.”
(Wikipedia, za: Wolfram Eberhard: Symbole chińskie. Słownik. Kraków: Wydawnictwo Universitas, 2007. )

W ramach przygotowań do święta należy samodzielnie wyhodować świnię i nie dopuszczać jej do rozrodu – świnia musi pozostać dziewicą. Dzień przed uroczystościami świnie zostają zabite i oczyszczone z wnętrzności. Potem się je przyozdabia – maluje się na nich czerwone wzory, wiąże kokardy, wkłada im pomarańcze do ryjów. Jedna z rodzin dodatkowo ułożyła swojej świni na grzbiecie jakiś fragment wnętrzności – widać to na którymś z moich zdjęć. Następnego dnia rano wszystkie rodziny wiozą świnie na plac przed świątynką bogini Mazu – taczki, rowery, motocykle: wszystko może posłużyć za środek transportu.

Ponadto przed świątynię przynosi się też gotowe dania, alkohol, kadzidełka. Każda z rodzin ma swoje stanowisko – stół, na którym ustawia się produkty, a obok stołu pojazd ze świnią. Ludzie się modlą z kadzidełkami w dłoniach.

Przynosi się także ryż w miseczkach – z zatkniętymi weń kadzidełkami stanowi ofiarę dla zmarłych (zwyczaj znany w całych Chinach i nie związany z Mazu) i ustawia na specjalnym stole, znajdującym się tuż przy świątynce (zob. kolejne zdjęcie). Na marginesie: właśnie dlatego podczas posiłków nie wolno wtykać pałeczek w ryż – byłaby to poważna gafa, bo Chińczykom za bardzo się to kojarzy z powyższym zwyczajem.

Następnie mistrz ceremonii z pomocnikami wynoszą ze świątyni posążek bogini Mazu, składają ceremonialne ukłony i zmieniają jej strój (posążek jest ubrany w szatę z normalnego materiału). Wszystko przy wtórze muzyki, granej na tradycyjnych instrumentach (zob. filmik).
Kolejnym etapem święta jest ułożenie stosu „pieniędzy duchów” (ang. „ghost money”) i papierowych przedstawień przedmiotów codziennego użytku. Jak napisałem wcześniej, zmarli prowadzą – można powiedzieć – ziemski tryb życia, dlatego nic dziwnego, że potrzebują ubrań, mebli, samochodów, kart kredytowych, no i pieniędzy. Żyjący krewni „wysyłają” im te rzeczy w zaświaty poprzez spalenie („sedno” tych przedmiotów unosi się wraz z dymem i w ten sposób dociera do odbiorców). Nie pali się jednak prawdziwych ubrań czy samochodów – po prostu przedmioty, które mają być ofiarowane zmarłym, rysuje się na kawałkach papieru i wędrują one do nich w takiej właśnie postaci. W zasadzie nawet się nie rysuje – kupuje się gotowe obrazki. Jeśli chodzi o gotówkę, można kupić i przesłać zmarłym różne nominały „pieniędzy duchów” – zależy to od zamożności wysyłającego i potrzeb zmarłego.

Nie zdążyłem wrócić na samo palenie stosu (w międzyczasie pojechałem ze znajomymi odwiedzić ich znajomych), dlatego na zdjęciu jest już tylko spalona sterta.

Naprzeciw świątynki, po drugiej stronie placu, znajdowała się estrada – nie obyło się więc bez spektaklu opery fujiańskiej.

Po wszystkim każda z rodzin zabrała swoją świnię i rzeczy ze stolików (oraz same stoliki) i wróciła do domu. Ja wróciłem do domu moich znajomych i pomagałem im w porcjowaniu świni. Mięsa z ofiarowanej świni nie można sprzedawać – ma być rozdane i to krewnym. Potem stopniowo się je wykorzystuje w kuchni (nie tego samego dnia).

Pod wieczór wystrzeliliśmy jeszcze fajerwerki – podobnie jak reszta wsi.
Refrenem całego dnia były obficie zastawione stoły w domu moich gospodarzy: mnóstwo przekąszania, mnóstwo przewijających się i jedzących z nami ludzi, mnóstwo wypitej herbaty, rozmów i rozczęstowywanych papierosów (Chińczycy uwielbiają częstować się wzajemnie papierosami, tj. mężczyźni, bo kobiety generalnie nie palą, przynajmniej tu – na południu, więc często widzi się kogoś z papierosami zatkniętymi za obojgiem uszu – bo nie zdążył wypalić, czym go poczęstowano – i jeszcze na dokładkę z petem w ustach).

Niestety nie mówię w minnanhua (lokalnym dialekcie), więc chociaż rozmawiałem z wieloma osobami (w putonghua), to jednak pewnie sporo mi umknęło.

Zdjęcia:
Święto zmarłych. Kult bogini Mazu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *